POGODA  

   

ROZDZIAŁ DRUGI
Parafia w latach niewoli 1772 – 1918.

1. Pod zaborem austriackim.

Rok 1772 to rok tragedii naszej Ojczyzny – rok pisany łzami i żałobą. Już w maju tego roku wojska austriackie wkraczają do Małopolski kilkoma kolumnami. Do nas z Lewoczy na Spiszu, drogą na Sącz, Tuchów, Pilzno, posuwając się ku północy, do Wisły. 

Musiał to być wielki wstrząs moralny i psychiczny wśród patriotycznie myślących i czujących Polaków.

Wolno przypuszczać, że to było przyczyną nagłej śmierci, przy ołtarzu w kaplicy w Grudnej Górnej w dniu 21 maja 1772, właśnie w chwili wkraczania wojsk zaborczych na nasze tereny. Serce jego nie mogło przeboleć tej tragedii narodowej i pękło z bólu: zmarł na atak serca.

Cesarzowa Austrii Maria Teresa starała się oczywiście zalegalizować ten akt zbrodniczy, udowadniając w swym manifeście z dnia 18 września 1772 r., że ma odwieczne prawo do Małopolski i Rusi Czerwonej z tej racji, że w XIII wieku królewicz węgierski Koloman był królem z Halicza (1214 – 1226): ona więc, jako królowa węgierska miała wszelkie prawa do „rewindykowania tego, co od wieków do Węgier należało”.

Od tych mniemanych praw do Halicza nazwano zagarnięte obszary Galicją (Halicją).

Okupantka z początku bardzo ostrożnie postępowała: zostawiła dawne urządzenia, a więc rady gminne, sądy ławnicze: sądy szlacheckie tj. grodzkie i ziemskie urzędowały po dawnemu z tym, że teraz miały wydawać wyroki w imieniu cesarzowej.

Powoli zaczęli urzędnicy spisywać domy, grunta, inwentarz – wszystko.

Rok 1787 przyniósł radykalne pociągnięcie: 15 lutego wprowadzono jako obowiązkowy kodeks karny, a 1 maja kodeks cywilny austriacki.

Po zniesieniu powiatu w Pilźnie, włączono Siedliska do starostwa cyrkularnego w Tarnowie. Po śmierci Marii Teresy wstąpił na tron jej syn Józef II.

Ten „protektor religii” i „brat zakrystianin” wiele wyrządził krzywdy i szkody Kościołowi. On to znosił klasztory (ok. 700 klasztorów), rozwiązywał bractwa kościelne, obdzierał kościoły z pretiozów, nagromadzonych poprzez wieki pobożnością wiernych. Majątki rozwiązanych bractw zagarniało państwo. Taki sam los spotyka i bractwa w tutejszej parafii – fundacje ich skonfiskował rząd. Zakonnicy zlikwidowanych klasztorów szukają przytułku w siedliskiej parafii, zwłaszcza bernardyni z tarnowskiego konwentu, jak: Rafał Witonowski, Monald Głowiński, Wiktoryn Hilzon, Klemens Martyrer, Celestyn Janosiński, Mateusz Sopini i inni.

Józef II sam mianował biskupów, a ich konsystorze uważał za kancelarie rządowe, które co tydzień musiały posyłać protokóły czynności do zatwierdzenia przez władze państwowe. Pozamykał seminaria duchowne, zostawiając tylko jedno we Lwowie i to pod nadzorem rządu.

Biskupi musieli święcić kandydatów, których gubernium przedstawiło, bez prawa egzaminowania ich.

Kazania musiały być pisane i w razie potrzeby oddawane do cenzury.

Duchowieństwu przyznał prawo apelacji od sądów biskupich do rządu.

Trzy razy zabierano złote i srebrne naczynia kościelne do stemplowania (punziren), a zwracano mosiężne lub drewniane.

Dobra kościelne sprzedawano za bezcen, nawet Żydom, a zebrane pieniądze umieszczono w papierach (obligacjach), jako „Fundusz Religijny”.

Po wojnach napoleońskich spadła wartość tych papierów (ze stu na 8 fl.) tak, że cały fundusz spadł do sumy 300 tysięcy florenów. Rząd musiał odtąd dopłacać z dochodów państwa, uważając to za jałmużnę dawaną Kościołowi. Z tego funduszu rząd zobowiązał się płacić na utrzymanie biskupów i księży. Obliczano koszty rocznego utrzymania.

Gdzie by dochody nie osiągnęły tej wysokości, rząd zobowiązał się dopłacać (congrua). Dlatego księża corocznie musieli sporządzać ścisłe wykazy dochodów.

Następcy Józefa II złagodzili nieco kurs „protekcji religii”.

Leopold II pozwolił biskupom otwierać seminaria duchowne, choć pod nadzorem rządu.

Za Franciszka II (1792 – 1835) zaczęto ratować Kościół, którego opłakany stan przedstawił cesarzowi Pius VII (1819).

Ten cesarz zamierzał nawet zawrzeć konkordat ze Stolicą Apostolską i realizację jego polecił synowi swemu Ferdynandowi I (1835 – 1848). Ale przeszkodził temu zły duch Metternicha.

On to rozpoczął w Galicji ucisk narodowy: w szkołach formalnie zniesiono język polski, za czytanie książki polskiej spotykała kara. W myśl zasady „divide et impera” posiał niezgodę między ludnością polską, a ukraińską, między klasami narodu polskiego. 


2. Burza – rabacja – rok 1846 w parafii.

A. Przyczyny.

Rabacja z roku 1846 ma tu w parafii specyficzny ciężar gatunkowy i żywy jeszcze wydźwięk mimo tylu wojen, masowych morderstw, okrucieństw, ludobójstwa Niemiec hitlerowskich.

Każdy skutek ma swoją przyczynę. Zrozumieć i ocenić rabację można tylko przez poznanie jej przyczyn.

a. Pańszczyzna

Zasadniczą przyczyną rabacji to pańszczyzna stopniowo zaciskająca jarzmo na szyji chłopa, przynosząca mu niewolę osobistą (glebae adscriptus), wdzierająca się nawet w sferę jego intymnych spraw, profanująca jego miłość małżeńską i rodzinną i jego uczucia religijne, poniewierająca jego godność ludzką przez dyskryminacje na każdym kroku, przez kary cielesne i więzienia. (zobacz str. 7-12 niniejszej kroniki).

Ilustracją tej smutnej tezy w naszej parafii jest:

a) Sądowe udowodnienie zabicia poddanego przez dziedzica Siedlisk gwałtownego Francuza Antoniego de Tournelles przez trybunał w Lublinie w roku 1747. Wraz ze swoimi pretensjami majątkowymi ubocznie tę sprawę wniósł Jan Stojowski.

b) Zażalenie Jakuba Szeli jako deputata gminy Smarżowa z dnia 6 czerwca 1833, wniesione do gubernium we Lwowie na dominium w Siedliskach tej treści: „takie bolesne uciski nie tylko nie ustają, ale z dnia na dzień się wzmagają ... niemożliwością jest te żądania wypełnić”.

Skarży się Szela, że 28 listopada 1832 r. po powrocie ze Lwowa, zrobiwszy tam i z powrotem 60 mil, został bez przesłuchania w kajdany zakuty i jako najgorszy złoczyńca zosta wtrącony do zimnego więzienia o głodzie i tam przez 7 tygodni trzymany. A na Nowy Rok prowadzony do kościoła na nabożeństwo, dla większego poniżenia prowadzony w kajdanach i pod strażą w czasie mrozu i śniegu tak, że odmroził sobie palce u nóg i rąk (Dok. A po niemiecku Dr. A. Bogusz str. 57/58 wieś Siedliska – Bogusz, Kraków 1903).

c) „Panowie byli wtedy źli, aż strach męczyli ludzi niewinnych........”

Sokoła Michała z Głobikówki kazali panowie przywiązać na Głobikowy do jedle i zapalili ogień pod nim i  tak palili żandarmi, aż mu brzuch pękł i umarł za to, że przyszedł do pokoju jako lokaj w kaszkiecie.

Za to, jak kto przy żniwie ustawał na pańskim bili po 10, 20 i więcej kijów.

„A na polu to nie tak było, jak dziś – jak deszcz leje to się nie żnie – a wtedy choćby największy deszcz lał, to ze zboża woda ciekła, a żnij psiakrew wołali spici karbowniki – a jak kto nie chciał i nie potrafił, przykrył się zbożem z pomieci – bo okrutnie leje, to bili na polu i mówił jeden drugiemu – bij, bo pan i pani z pokojów widzi (było to na tej równi koło kuźni).

Najbardziej źle było z kąpaniem owiec – było ze 150. Po Wielkiej niedzieli zaraz jeszcze i lód był w cieniu na rzece, kazali kąpać – stało się po pas we wodzie, zimno aż strach – a tu za 1 dzień dwóch musiało z zimy  pięknie wykąpać każdą owcę. Jak się znalazła na wieczór słoma ze zimy we wełnie 20 kijów nie minęło.

Piotr Sliwa za to, że z wozu strącił gnój na oborze, co miał spaść na gościńcu (było to we dworze w Smarżowej) ekonom mu powiedział – ty psie to ludzie za pańskie nakładają, a ty będziesz zwalał! Czterech go trzymało i tak bili, aż na raczkach, jak pies poszedł do domu i był kaleką do śmierci.

Ten Konstanty był taki, że jak mu mały lokajczyk coś nie posłużył, jak chciał, to go złapił i gdzie mógł w złości z odzieniem za skórą ciało wygryzł. Tacy chłopaki lokajczycy uciekali na inne wsi, na Głobikową, Gębiczynę, bo się bali i już się po nic nie wracali.

W niedzielę rano wszyscy my szli do obrachunku i tu było dopiero co słuchać, bo stali ekonomy, karbowniki i oni skarżyli – tu bili za tydzień i wytrącali pieniądze.

A komornica, co miała nieślubne dziecko, musiała iść 12 dni w roku za darmo, a resztę dni za pieniądze – miała iść, a jak z biedy i pracy wielkiej uciekała na inną wieś, to ze dworu pojechała fura, zabrali skrzynkę z chustami do spichlerza i tam się te chusty zgnoiły, bo żadna nie poszła po nie, bo bili i katowali okrutnie.

Kamieni musiał jeden nakopać (dali kliny, biki, prochu nie dawali) jeden sąg na 8 fur i ustawić w sąg. Ekonom przychodził, deptał po wierzchu, czy się nie zapadnie. Chociażby się sąga nie zapadła, a nie buło 8 fur to każdy dostawał okropne katowanie po 25 kijów.

W niedziele musiało się iść do lasu po nieszporach zrobić kulę i suche sęki zrywać na cały tydzień (po niedzieli), bo jutro trza na pańskie.

Gałęzi, sęków nie bronili strącać w niedziele po południu tylko, ale jak się trafił taki pies, jak Stradomski, to poszedł, a jak widział mnie na sośni, kazał zleźć i groził fuzyją, a ja z 3 łokcie skoczył z sośni i buch w gąszcze, może by mnie zastrzelił.

„A Stradomski leśniczy ze Siedlisk to był smok, co ten ludzi nabił ... a jak panowie dali kartkę na drzewo do lasu, to nie wydał, ale musiało się mu dać kapłona lub kurę za każdym razem. Jak go zabili oderżnęli mu przyrodzenie, włożyli do ust i tak go przywieźli ku kościołowi. Co od niego baby i dziewki wyznały”. (Adnotationes parochiae Siedliska 1905 – zeznania 83 letniego Andrzeja Szydłowskiego, szwagra Jakuba Szeli – str. 9-14).

Jeszcze jedna ilustracja. „Bartusiaka Michała zamknęli w areszcie na Fenerówce (blisko plebanii) i zakuli mu nogi w dwie ociosane belki i w piwnicy było do pół wody, a on w tych belkach zakuty stał dzień i noc po kolana, aż mu nogi gniły, a on cały zapuchł i Ksiądz Jurczak zaopatrzył go na śmierć i tam umarł za to, że nie przyszedł na czas z mąką z Pilzna” (ibidem str. 9).

d) Normalne ciężary pańszczyźniane w tutejszej parafii.

„Poddany kmieć Krzysztof Szela. Według inwentarza starego 3 dni dwojgiem w jeden każdy tydzień sprzężajno w roli. Wołów ma 4, korzec chmielu każdego roku i jaj 6 dać i dwie sztuki oprząść powinien i dalsza powinność tego kmiecia takowa jest: 4 fury drew na dzień, chrustu także 4 fury, kula to jest kołów 3 fury przywieść, a zagonów 30 na każdy dzień zaorać powinien, żąć, grabić, pleć po dwoju, a do sieczki, do młocki i do wody po jednemu powinien”.

„Także Maciek Maciur IMP. Ładomirskiej naznacza się, którego powinności takowe jest w każdy tydzień 3 dni robić powinien, 6 jaj na rok oddać, i sztuk dwie oprząść powinien – ta rola Podkówka nazwana, na której siedzi ten Maciek Maciur w swojej szerokości i cyrkumstancji bez żadnej ekscepcyi zwrócić IMP. Ładomirskiej z łąkami i wszystkiemi do tejże należącymi przynależnościami i pożytkami”. (Dział dla IMP. Ładomirskiej z dnia 9 maja 1740 r. wykonnotowany przez Jana z Przelic Przczelskiego subdelegata grodzko Nowomiejsk. N. Korczyn).

Oto autentyczne obrazki ucisku pańszczyźnianego w tutejszej parafii.

b. Opór chłopów pańszczyźnianych.

Prawu akcji odpowiada prawo reakcji. Chłopi bronili się przed wzrastającym uciskiem pańszczyźnianym.

W I - szej połowie XVI w. zanosiło się na poważny bunt chłopów na terenie Podkarpacia, skoro król Zygmunt I dnia 3.06.1533 skierował mandat do kasztelana krakowskiego A. Tęczyńskiego, wojewody Ottona z Chodcza i Stanisława Lanckorońskiego, woj. sandomierskiego, oraz sędziego Mikołaja Taszyckiego, podsędka krak. Jana Mężyka i celnika sandomiersk. Achacego Jordana. W mandacie w tym związku z rabunkami i napadami na dwory szlachty i innych mieszkańców powiatów sądeckiego i bieckiego dokonywanych przez żołnierzy i chłopów przybywających z Węgier łączących się z nimi chłopów polskich, nakazywał król przeprowadzić śledztwo zwane rugiem, wymierzyć sprawiedliwość pokrzywdzonym i surowo ukarać innych. (Acta Tomitiana t. XV. Slawski: Opór chłopów s. 243 Studia z dziejów Jasła i powiatu jasielskiego ).

Prawem naturalnym, nadanym każdemu człowiekowi przez Stwórcę, w obronie zagrożonej egzystencji budzi się i działa instynkt samozachowawczy, mobilizując środki obrony.

Takim prawem wybuchło powstanie chłopów i niewolników w odległej starożytności w Egipcie w roku 1750 przed naszą erą. Chłop egipski nie był właścicielem drobnego kawałka ziemi, którą uprawiał: był tylko dzierżawcą. Płacił czynsz dzierżawny i podatki w naturze. Prócz tego miał pracować przy kopaniu kanałów, studzien, sypaniu grobli. Chłop nie był wolny, bo glebae adscriptus nie brał żadnego udziału w życiu politycznym. Urzędnicy także eksploatowali chłopa. Losem chłopa była żmudna praca, ubóstwo, często chłosta lub wiezienie. Nieszczęścia wojenne (najazd ludów azjatyckich) stały się przysłowiową kroplą  przepełniającą miarę cierpliwości: chłopi i niewolnicy chwycili za broń. Z majątków ziemskich wypędzili właścicieli, dzieląc się ich ziemią. „Bogacz jest w rozpaczy, biedak się cieszy.... ten, który wczoraj nie mógł się zdobyć na zwykłe sandały, dziś jest właścicielem skarbów” (urywek zachowanego tekstu egip ). Uderza tu nawet jakaś analogia do rabacji 1846: analogia sytuacji społecznej, okoliczności politycznych i zemsty.

Na podstawie takiego samego prawa naturalnego historia notuje walki plebejuszów w starożytnym Rzymie w r. 494 przed naszą erą w formie secesji na „Górę Świętą”. Walki zakończone sukcesem przez ustanowione trybunów ludu, czyli obrońców interesów plebejuszów, oraz nadanie prawa XII tablic (rok 449 p.n.e), umożliwiającego obronę plebsu przed dowolnością i nadużyciami patrycjuszów.

Lała się jeszcze później krew w obronie chłopów na ulicach Rzymu za Grakchusów w r. 133 i 121 p. n. e.

Naturalną jest rzeczą, że i chłop polski szukał i używał środków samoobrony przed uciskiem pańszczyźnianym.

Buntował się wewnętrznie na zakładane mu jarzmo, bo to przecież dusza słowiańska, która według Bizantyjczyków wolność i równość nad wszystko umiłowała: dusza kontemplacyjna, refleksyjna. Nieznośne dla niego stawało się jarzmo pańszczyzny.

Wyrażał na pewno swój bunt słownie, skoro szlachcic Długosz oskarża go o „kłótnie i oszczerstwa”, skoro Jakub Szela imieniem uciskanych chłopów jawnie wniósł protest do Gubernium Lwowskiego i nawet samego cesarza, a w dniach rabacji rzucił szlachcie pogardliwe słowo „ciarachy”.

Zastosował i opór bierny w wykonywaniu krzywdzących go nakazów pańszczyźnianych, bo zauważył to nawet jego obrońca dziedzic Łużnej poeta Wacław Potocki „nad inszych kłamają i kradną”.

Przeciwstawiał się i czynnie. W sąsiedniej Lubczy w r. 1603 skarżył się administrator na chłopów, że odmawiali posłuszeństwa i czynnie targnęli się na jego życie (Castr. Biec. 36, str. 117-118).

Wysyłał skargi, zażalenia do wyższych instancji: do króla w dobrach królewskich, do opata i biskupa w dobrach kościelnych, do sądów w dobrach szlacheckich.

W r. 1670 gromada wsi sąsiedniej Lubcza wystąpiła ze skargą przeciwko tamtejszemu dzierżawcy o krzywdy i gwałty (Castr. Biec. 195, s. 555-559), a w r. 1671 poddani tejże wsi pozwali swego dzierżawcę Lanckorońskiego przed sąd referendarski o nadmierne powinności (Castr. Biec. 192, s. 724-726 Tad. Slawski s. 246 St. Z dz. Jasła ...).

Redaktorem skarg osobistych i w imieniu gromady Smarżowa był tu Jakub Szela. Z jego powództwa toczył się proces o tzw. „praegrawancje pańszczyźniane”.

Posługiwał się samosądem w drażliwych wypadkach. W r. 1586 poddani zabili dzierżawce Macieja Dzięciołowskiego w Osobnicy koło Jasła. W r. 1594 „usieczono” w należącej do konwentu tynieckiego w Chrząstkówce tamtejszego dzierżawcę Wojciecha Baranowskiego.

Zbiegostwo jako zjawisko samoobrony występuje i w tutejszej parafii. Najstarsza wzmianka o zbiegostwie na terenie naszego Podkarpacia pochodzi z r. 1489, kiedy to Jakub Karwacjan, dziedzic Gorlic, żądał od Rady Miejskiej w Bardiowie wydania zbiegłego poddanego Andrzeja Marczyszkowicza (APB, sygn. 2793 – Tad. Slawski – Biecz.  s. 426).

W r. 1546 Jan Wielopolski z Klęczan prosi te samą Radę Miejską o ukaranie Andrzeja Perdeka z Bartoszowic, który uciekł z Kobylanki i prześladował jeżdżącego do Bardiowa Tomasza Białoboka z Kobylanki za to, że ten zajął opuszczoną przez Perdeka rolę (ibidem s. 426).

W XVI, XVII, XVIII wieku w miarę ucisku pańszczyźnianego wzmaga się akcja zbiegostwa poddanych. Dowodem tego liczne skargi właścicieli ziemskich do grodu w Bieczu w r. 1673, 1682, 1691, 1693, 1696, 1721, 1733, 1744. Rok 1746 notuje prawdziwą secesję chłopów z Lubczy, w którym to roku zbiegło 500 poddanych z powodu nadmiernego ucisku (Castr. Biec. 257, s. 850 – 853 – T. Slawski – Jasło...s. 241).

Tu w parafii występowało zjawisko zbiegostwa. Oto ilustrujące przykłady:

 Pod rokiem1536 w Kamienicy Górnej „ są tam 3 role opuszczone, a także i pola dworski nie uprawiane” (Pawiński. Małop. Str. 528).

Smarżowa w r. 1536 miała 24 kmieci, a w roku 1581 tylko 14 kmieci (tamże str. 533).

W Siedliskach w r. 1536 za Oświęcimów jest 27 kmieci, niektóre role opuszczone (tamże str. 533), a w r. 1581zostało tylko 16 kmieci i aż trzy łany puste (Pawiński s. 242).

W r. 1633 Hieronim Błędowski, dziedzic części wsi Gorzejowa, wydał urzędowi bieckiemu ludzi luźnych, którzy przyszli do tej wsi uzbrojeni z jedną z jego zbiegłych poddanych i usiłowali zabrać resztę jej inwentarza żywego (Castr. Biec. Rel. 176, s. 1180 – 81, T. Slawski Biecz 427).

„Anno 1720 odebrałem kmiecia nazwiskiem Kamińskiego, na windykację jego expansowałem Złt. 50” (Antoni de Tournelles, dziedzic Siedlisk). Tenże zanotował dalej: „Anno 1724 odebrałem dwóch chłopów od IMCI Pana Majora Pyrchy, expansowałem na nich Złt. 30, posyłając im Sam jeżdżąc, to jest Franka Burka y Jana Burka”.

W roku 1740 przy kollokacji IMP. Ładomierskiej na Dziale Smarżowej wyliczone są 2 role puste, a to „Rola pusta Kruczówka nazwana 5 dniową od roli i gruntów wraz z łąkami, zaroślami, sadami do tej roli należącymi.... na tejże roli pustej Kruczówką nazwanej jest chałupa opustoszała bez sieni, izba z piecem piekarskim chlebowym bez drzwi i okien, o dwóch komorach bez drzwi z połową i strzechą staremi – z temi stodoła pusta bez strzechy...”

„Także zagroda dwóchdniowa pusta Krupówka nazwana, z chałupą pustą, z spadłem i zawalonem wierzchem, stodółką pokrokwioną  bez poszycia reperacyi  potrzebującą drzewiną w ogródku, 36 zagonów przy chałupie i łączka z paszą i pastwiskiem...”.

Abominatio desolationis – obraz smutku i nędzy w jarzmie niewoli pańszczyźnianej pokazywał lepszą perspektywę w zbiegostwie z tej gehenny.

W umowie dzierżawczej z dnia 17 lutego 1686 r. między Stojowskimi, a Wronowskimi liczą się kontrahenci z możliwością zbiegostwa poddanych „a jeśliby też którykolwiek poddany poszedł za possesiey IMC. Pana Wronowskiego bez dania przyczyny IMC. Pana Wronowskiego, tedy za to odpowiadać nie powinien będzie IMC. Pan Wronowski” (Interesa między IMPP. Stojowskimi, a IMPP Wronowskim Anno Domini 1686).

To zagadnienie oficjalnie umieszcza Nikodem Stojowski w akcie donacyjnym na rzecz swego brata Józefa w grodzie bieckim w r. 1758 : „Tak też same dobra Siedliska dolne i górne z dworem, z folwarkami, poddanymi tak ad praesene znajdującymi się, jako też zbiegłymi cum libera vindicatione eorundem i ich powinności ...” (Nr 8, 9).

Aktywny uczestnik rabacji 1846 Andrzej Szydłowski w swoich zeznaniach o doli poddanych stwierdza: „Tacy chłopaki lokajczyki uciekali na inne wsi na Głobikową, Gębiczynę, bo się bali i już się po nic nie wracali” (Adnotationes Paroch. Siedliska 1905).

W poszukiwaniu lepszych warunków życia uciekali chłopi z jednej wsi do drugiej, nieraz bardzo dalekiej, by nie paść ofiarą rewindykacji ze strony mściwego pana. Częste były wypadki zbiegostwa chłopów na Węgry. Bardziej przedsiębiorcze jednostki udawały się do tzw. Beskidników, organizacji zawodowego zbójnictwa górskiego, działającego już od XV w. w Karpatach. Ze wzrostem zbiegostwa ludności poddańczej powiększają się szeregi beskidników, którzy teraz przy przeważającym elemencie chłopskim, przybierają postawę antyfeudalną, urządzając częste i liczne odwetowe napady na dwory. Przerażona szlachta uchwala specjalny podatek tzw. pobór i szos na zwalczanie beskidników. Skrzypią szubienice i działa topór katowski w Bieczu.

Beskidnicy to partyzantka przeciw pańszczyźnie, to prekursorzy rabacji.

c. Klęski elementarne.

Lato 1844 było niezwykle dżdżyste – oziminy nie dojrzewały, późniejsze zasiewy jare wypadło zaorać, ziemniaki pogniły. Następstwem tego był na wiosnę 1845 „przednówek tak dociskający chłopa, jakiego najstarszy człowiek nie pamiętał”. „Szczególniej lebiodę i gorczycę zbierał lud nasz, ale jedząc je częściej bez okrasy i nie zaczyniając mąką puchnie od nich”, pisał Tygodnik Rolniczy.

W kwietniu 1845 r. przyszedł pierwszy, ogromny wylew Wisły i jej dopływów w sierpniu drugi. W cyrkule tarnowskim sto tysięcy ludzi pozbawionych gruntów, budynków, bydła i innych rzeczy potrzebnych do życia.

„Stan biednych wieśniaków nad Wisłą, Dunajcem i Wisłoką trudny jest do opisania: nędza pomiędzy nimi nadzwyczajna – całe wsie tułają się po wyżej leżących włościach o żebranym chlebie”, pisała Gazeta Lwowska.

I na to przyszła jeszcze powszechno - europejska zaraza ziemniaczana. „Powszechnie i wszędzie ziemniaki straszliwie gniją” zanotował jesienią 1845 r. w kronice proboszcz z Głoczowa.

A głód jest złym doradcą. Zaciskał pięści głodnych przeciwko sytym w pałacach dworskich.

B. Aktorzy dramatu 1846 roku.

a. Rząd austriacki.

Działał sprytnie i chytrze w myśl machiawelskiej zasady „divide et impera”. Wbił klin rozsadzający między chłopów, a szlachtę.

Zaraz po zaborze 1772 pozwolił chłopom odwołać się do urzędów i sądów państwowych, zabronił szlachcie karać chłopów grzywnami, ograniczył stosowanie kar cielesnych, zezwolił im wchodzić w związki małżeńskie bez zgody dworu, a dzieciom chłopskim na naukę rzemiosła, ograniczył pańszczyznę do 3 dni w tygodniu.

Powstał dziwny paradoks: ogólnonarodowa klęska (zabory) przyniosła chłopom ulgę, narodowa niewola dała chłopom więcej wolności!

Rząd ten wprowadził nową formę administracyjną na najniższym szczeblu w postaci tzw. Dominium, czyli terytorialnej jednostki władzy.

Jedna lub kilka wsi tego samego właściciela tworzyły dominium. Właściciel z kwalifikacjami mógł sam sprawować administracyjno – polityczne i sądownicze wobec chłopa. Jeżeli nie miał kwalifikacji, mógł działać tylko przez egzaminowanego justycjariusza w sprawach sądownictwa cywilnego i mandatariusza odnośnie spraw stosunku poddańczego, administracyjnego, wojskowego, skarbowego i drobnych przestępstw. Obaj ci urzędnicy, często w jednej osobie, byli mianowani przez właściciela dominium, ale odpowiedzialni wobec władz państwowych.

Obok tego istniał samorząd: wójt mianowany przez właściciela Dominium, oraz przysiężeni, wybierani przez gromadę. W razie konfliktu z dworem wieś mogła sobie wybrać deputatów, działających w jej imieniu.

I tutaj rząd celowo zaostrzał przeciwieństwa między szlachtą, a chłopem. Schlebiał próżności szlachty, nadając jej tytuły baronów, hrabiów, książąt, a równocześnie jej rękami uciskał chłopów: szlachta bowiem egzekwowała od chłopa znienawidzoną przezeń pańszczyznę dla siebie, a dla rządu austriackiego podatki i pobór rekruta. Przez to pogłębiał się jeszcze bardziej uraz niechęci, a nawet nienawiści chłopów do szlachty. Rząd celowo starał się zubożyć Galicję.

Rząd austriacki działał, by chłopi nie mieli także zaufania do księży, bo:

a) nasyłał także do tutejszej parafii księży Niemców, Czechów, Węgrów, którzy z dala trzymali się od ludu, traktując swój chwilowy pobyt jako odskocznię do dalszej kariery.

b) taksy opłat kościelnych, wydane przez Józefa II – ściąganie tych ofiar za śluby, pogrzeby były okazją do wzajemnej niechęci.

c) poza iura stolae obowiązywała dziesięcina zbożowa, snopowa, pańszczyzna na gruntach plebańskich zwiększyła rozdrażnienia między owieczkami, a pasterzem.

d) większość księży pochodziła z drobnej szlachty, więc związana z dworami.

e) dziedzicowi przysługiwało prawo patronatu: proboszcz zależny od kolatora, a wikariusz musiał zawczasu zaskarbić sobie łaski dworu, by otrzymać kiedyś poparcie do innego dziedzica – kolatora.

f) chłop widział w księdzu rzecznika i obrońcę wyłącznie interesów dworskich i to nawet na ambonie.

I w tutejszej parafii ta nieufność chłopów do księży widać mocno i głośno się wypowiadała, skoro jej echo dotarło do Tarnowa, a ówczesny konsystorz biskupi zwraca się pismem z dnia 12.06.1857 (więc zaraz po rabacji) w słowach: „w tamtejszej parafii słyszy się o nieprzyjaznym (buntowniczym) duchu wśród parafian przeciwko panom dziedzicom i wielebnemu klerowi z przyczyny nieznanej. Urząd Parafialny w tej sprawie swoje obserwacje, okoliczności, a może burzycieli Nam wskaże w oparciu o udokumentowaną prawdę”. Józef Alojzy Biskup.

Widać z tego, że pierwszy aktor z całą finezją zagrał preludium do tego krwawego dramatu.

b. Emisariusze Towarzystwa Demokratycznego

To liczni emisariusze „Towarzystwa Demokratycznego”, mającego swą centralę w Paryżu, a tu w kraju ekspozytury. Najbliższa dla tego regionu ulokowała się w Tarnowie, kierowana przez Franciszka Wiesiołowskiego, Goslara i innych.

Patriotyczne to Towarzystwo o nastawieniu radykalnym, chcąc pociągnąć chłopów do walki z okupantem austriackim, poddawało szlachcie myśl zniesienia pańszczyzny, a gdy ta w ogromnej  większości odrzucała ją, to niektórzy emisariusze chłopom podsuwali tę myśl, by gwałtem zrzucili z siebie to znienawidzone jarzmo.

Oto w Szczepanowicach pod Tarnowem bracia Chrząstowcy urządzili w swym majątku dożynki, na których panny ze dworu tańczyły z parobczakami, a emisariusze w sukmanach chłopskich śpiewali: „Wywieszajcie panów, tych krwawych tyranów”.

Wizyty emisariuszy, które i chyba w tej parafii miały miejsce, nie budziły zaufania u chłopów. Wytwarzały nastrój niepewności, lęku, czasem paniki w podejrzliwej duszy chłopa.

Rząd austriacki i tę akcję emisariuszy umiał chytrze i podstępnie wykorzystać, lansując szeptaną propagandę wśród chłopów: „Panowie Poloki będą rżnąć i zabijać chłopów”.

Ta propaganda, szerząc panikę i popłoch wśród chłopów, wyzwalała w nich instynkt samozachowawczy i psychicznie nastawiało ich już do bezpośredniej walki przeciwko wszelkim panom, dla ratowania swej zagrożonej egzystencji.

Kości zostały rzucone – z radości zacierał ręce okupant: reszta to tylko kwestia krótkiego czasu. Tak się stało.

Sygnał do powstania stał się sygnałem do rabacji, udaremniającej w samym zarodku to powstanie przeciwko niecnemu okupantowi.

c. Jakub Szela.

Jakub Szela, syn Jana (zagrodnika) i Anny Litak urodził się w Smarżowej dnia 15 lipca 1787 roku pod nr. domu 51. Chrzcił go Ks. Mateusz Sopini. Chrzestnymi rodzicami jego byli: Wojciech Jędrzejczyk zagrodnik ze Smarżowej i Jadwiga Białaska, żona zagrodnika Stefana (Lib. Natorum t. V, str. 7). Nazwisko Szela figuruje w metrykach, odkąd zaczęto je pisać tj. od 1713 r. W – I połowie XIX wieku panuje niepodzielnie wśród nazwisk w Smarżowej.

Małżeństwa Jakuba Szeli:

Dnia 6 listopada 1809 bierze ślub w kościele paraf. w Siedliskach z Rozalią Chodur, lat 16 (Lib. Cop. tom III, str. 21).

Dzieci z tego małżeństwa:             1. Anna urodz.         21.07.1811.

                                                           2. Jan             „          26.12.1812.

                                                           3. Katarzyna „          11.04.1814 (zmarła w niemowl.)

                                                           4. Katarzyna „          03.11.1815.

                                                           5. Stanisław  „          01.05.1817.

(Lib. Baptis. tom. V, str. 74 – 89).

Żona jego Rozalia zmarła 21.12.1818 r.

Drugi raz żeni się wkrótce, bo w miesiąc po śmierci pierwszej żony: Ślub jego odbywa się w tymże kościele dnia 24 stycznia 1819 roku z Agnieszką, lat 19, córką Wojciecha Perwendowskiego (L. Cop. t. III, s. 27).

Trzeci raz zawiera związek małżeński z Salomeą, lat 17, córką Pawła Niewiarowskiego, także w tym kościele 9 lutego 1831 r. (ibid. s. 37).

Z drugą i trzecią żoną nie miał dzieci – tutejsze księgi metryk milczą. Dwoje dzieci z pierwszego małżeństwa – Jan i Katarzyna zmarło w niemowlęctwie.

Jakub Szela posiadał dość duże gospodarstwo: według zeznań jego szwagra Andrzeja Szydłowskiego 14 morgów ziemi tak, co roku mógł sobie zabić dwa ciołki i świnię, aby „mieć siłę”. Widać że się dobrze odżywiał, kiedy w czasie rabacji, mając już 60 lat, tyle okazywał energii i werwy życiowej.

Był także zdolnym cieślą i kołodziejem: „co chciał to zrobił”. Za młodu cieszył się nawet względami dworu tak, że mu dziedzic zamienił gospodarstwo na lepsze, po stronie południowej.

Choć czytać i pisać prawdopodobnie nie umiał, to jednak imponował chłopom swoim rozumem i stanowczością tak, że wysunął się na przewodnika i doradcę chłopów we wszystkich sprawach gminnych i niebawem gmina Smarżowa wybrała go swoim plenipotentem w prowadzonym przez siebie procesie do wszystkich spraw poddanych z dworem.

Wybór ten zatwierdził tarnowski starosta Józef Breinl von Wallenstern, mimo sprzeciwu siedliskiego dominium i oporu Wiktoryna Bogusza.

Szela nie tylko w tarnowskim starostwie, ale w Namiestnictwie we Lwowie znalazł łaski i uznanie za denuncjacje dworów z czasów powstania 1830 r, jak twierdzi Adam Bogusz.

Udawał się kilkakrotnie piechotą ze Smarżowej do Lwowa z denuncjacją na dwory (według A. Bogusza), wnosił pisemne podanie wprost do namiestnika arcyksięcia Ferdynanda, które mu układał pokątny pisarz, ekskapral Winiarski z Brzostku.

W jednym takim podaniu z czerwca 1833 do gubernium powołuje się na swą dawną skargę przeciw dominium Siedliska – Smarżowa wniesioną o przeciążenie chłopów i żali się, że zaledwie w dniu 28 listopada 1832 powrócił ze swej pierwszej podróży ze Lwowa, osadził go mandatariusz w areszcie i w sam dzień Nowego Roku 1833 kazał go skutego pędzić na nabożeństwo do kościoła, że odmroził sobie wtedy palce u rąk i nóg, że był trzymany w areszcie przez 7 tygodni.

Gmina Smarżowa procesowała się z Boguszami o nieprawne egzekwowanie 81 dniówek pańszczyźnianych. Gmina domagała się odszkodowania pieniężnego za czas od r. 1789 wraz z procentami: w r. 1846 suma pretensji wynosiła 60000 zł. Sacher (s.112) mówi o sumie pretensji 80000 zł. W r. 1830 miał zapaść wyrok na korzyść gromady. Boguszowie wnieśli wtedy zażalenie przeciw osobie Szeli, domagając się, by gmina obrała innego plenipotenta. Spór o pregrawacje pańszczyźniane zawisł w powietrzu.

C. Przebieg rabacji w tutejszej parafii.

Sygnał do powstania narodowego przeciwko Austrii dali spiskowcy w Pilźnie: Józef Kapuściński kancelista miejski i Szymon Górecki, ekonom z Dęborzyna.

Zamordowali oni w nocy 18 lutego 1846 Kaspra Markla, burmistrza, który często gromadził chłopów i pouczał ich, jak mają się zachować w myśl instrukcji starosty Berinla na wypadek powstania.

Szela już przed tym objeżdżał wsie koło Pilzna, podjudzał chłopów, odbierał od nich przysięgę i organizował ich przeciw „ciarachom”, jak pogardliwie zwykł był nazywać szlachtę.

Po zabiciu Markla, chłopi myśląc, że już im teraz grozi niebezpieczeństwo, tłumnie pociągnęli do Pilzna, zajęli cały rynek i objęli rządy. Co chwila w dnie i w nocy dzwonili na alarm, by ludność czuwała, porozstawiali straże: zmusili proboszcza pilzneńskiego Ks. Ferdynanda Celarskiego i wikarego Włodzimierza Kozłowskiego, by stali na straży z kosami na rynku. Gdy tłum pijany nie ustępował, Ks. Celarski wyszedł z Najśw. Sakramentem na rynek, chcąc uśmierzyć rozjuszone namiętności – nic nie pomagało. Chłopi po procesji rzucili się na księży, którzy zabarykadowali się w zakrystii i dzięki żelaznym drzwiom ocaleli. Gromady obozujące na rynku podstępem usunięto. Pawilczek  poczmistrz podrobił pismo i ogłosił na rynku, że z polecenia cyrkułu każdy chłop ma bronić swojej wsi, a miasto ma się samo bronić przed powstańcami. To poskutkowało – ludność się rozeszła (Ks. K. Szczeklik: Pilzno i Pilźnianie 1911).

Wracał i Szela ze swoimi podkomendnymi z Pilzna 20 lutego i w Kamienicy Dolnej, na skrzyżowaniu rozpoczął rzeź panów.

Według relacji Adama Bogusza rabacja miała taki przebieg.

Dnia 16 lutego widział Ks. Jan Jurczak, jak żołnierz przyszedł do Smarżowej po Szelę i obydwaj udali się do Tarnowa. We środę 18 lutego wrócił Szela z Tarnowa z ważną miną, zwołał chłopów do swego domu na naradę. Po tej odprawie zaczęły po wsi krążyć jakieś tajemne szepty.

Po tej naradzie Ks. Mazurkiewicz, siedliski wikariusz, widocznie ostrzeżony przez chłopów, wyjechał nagle we czwartek do Tarnowa, bez opowiedzenia się swemu proboszczowi.

W piątek rano (20 lutego) Wiktoryn Bogusz wyjechał we dwa zaprzęgi sankami, by odwieść swych krewnych gości, którzy przyjechali na imieniny Apolonii Bogusz jeszcze 9 lutego. Po drodze wstąpił do Gorzejowej i zabrał na swe sanki Ignacego Zabierzowskiego.

Dojeżdżając do Kamienicy Dolnej, zostali napadnięci przez chłopów patrolujących na gościńcu, którzy ich zatrzymali i zaprowadzili do przyległej karczmy w Kamienicy Dolnej, którą dzierżawił Hersch Tintenfass. Tam już było zgromadzonych kilku szlachty z Gorzejowej. Zaczęto bić wszystkich i odgrażać się zabiciem. Zraniono Wiktoryna w głowę tak, że się krew lała. Przestraszony arendarz posłał gońca konnego do Dęborzyna, dokąd przyjechał na komisję komisarz Hejrowski ze starostwa w Jaśle, z doniesieniem o tym gwałcie i prośbą o natychmiastową pomoc. Komisarz odpowiedział, że wkrótce przybędzie z żołnierzami, kazał trzymać panów pod wartą i nikogo nie zabijać. To trwało kilka godzin.

Wiktoryn siedział na ganku przed karczmą, a żyd arendarz i wiejski cygan Antoni Siwek okładali mu ranę lodem i krew tamowali.

Tymczasem nadciągnął Szela ze swą drużyną od Pilzna. Wpadł do karczmy, a widząc zranionego Wiktoryna, odezwał się szyderczo „Jeszcze żyjesz Wiktorku?, zawsze mi groziłeś kryminałem, lecz teraz na ciebie kolej przyszła, a ja, choć kilka godzin, przeżyć cię muszę”. – „chłopcy do roboty!”. Chłopi się wahali, a tylko jeden z nich nazwiskiem Dziedzic z Gorzejowej, przyskoczył z siekierą i chciał go uderzyć, ale żyd wstrzymał mu rękę mówiąc: „Zapomniałeś, że ci pan darował drzewa na chałupę?”. Cofnął się i zaczął przepraszać, a żyd i cygan przypominali zgromadzonym, jaki to dobry pan, jak wszystkich ratował i przytaczali rozkaz komisarza Hejrowskiego, żeby nikogo nie zabijać. Słysząc to Szela, wołał na całe gardło: „nie zważajcie na nic, bijcie i zabijajcie, bo go na funty zapłacą”. Poczym sam pierwszy uderzył go szyną żelazną w głowę, a inni przypadli i zabili na śmierć.

Również wtedy zabili w tej karczmie Antoniego Pieszczyńskiego, dzierżawcę Gorzejowej, zaś Zabierzowskiego i Pohoreckiego dobić nie mogli.

Tymczasem nadjechał komisarz Hejrowski z Dęborzyna i kazał ich odwieść do domu pod eskortą i zostawić spokojnie w łóżkach.

I ten rozkaz nie został spełniony, bo Pohoreckiego dobili pod kościołem wieczorem, a Zabierzowskiego nazajutrz tamże, dokąd przebrany na żyda doczołgał się w celu odbycia spowiedzi.

W tej karczmie w Kamienicy zabito i pokaleczono także kilku mieszczan. Po tym cała gromada chłopów z Szelą na czele ruszyła do Siedlisk. Po drodze w Gorzejowej, gdzie było trzech właścicieli, zabili Feliksa Gumińskiego, od kilku lat sparaliżowanego, leżącego w łóżku i dzierżawcę Henryka Rozkosznego i zrabowali, co napadli. Następnie cała gromada, do której po drodze przyłączyły się kobiety i dzieci, otoczyła dwór Siedliska i zaczęła krzyczeć i dobijać się do domu. Przestraszeni domownicy Stan. Bogusza (Maria ze Stojowskich) wraz z Tytusem Boguszem z Lubasza i służbą wzięli się do ratowania Stanisława Bogusza 86 – letniego starca, który będąc chory, leżał tego dnia w łóżku. Z trudem wprowadzili go na strych domu, gdzie go ukryli, przyrzucając słomą. Rozhukana tłuszcza wpadła do domu, zaczęła przeszukiwać wszystkie kąty i dotarła na strych, gdzie odkryli starca. Tam syn Szeli urlopnik Stanisław, mając strzelbę nabitą, wypalił do ofiary, lecz strzał chybił. Wtenczas synowa sprowadziła starca na dół, zaczęła rozdawać pieniądze, myśląc, że się im okupi.

Widząc to syn Szeli Staszek, zaczął wydobywać jej z kieszeni pieniądze, ukryte klejnoty i dzielić się z nimi. Wtedy rzekł dziadek do rabantów: „Oddajcie kobiecie jej rzeczy, chodźcie ze mną, dam wam pieniędzy”.

Doszedłszy do swego pokoju, otworzył biurko, wyjął 500 dukatów, rozdał im prosząc, by go nie męczyli.

Rozebrawszy pieniądze, pochwycili go, wywlekli na dziedziniec, gdzie na poręczy siedział Jakub Szela, który ujrzawszy go, odezwał się z drwinami: „Jak się masz Stasiu? Już mnie więcej do aresztu wsadzać, ani pieniędzy za Wisłę Polakom wozić nie będziesz, bo przyszła twoja godzina”. Po czym skinął ręką, dając znak chłopom, a wtedy przyskoczył Tomasz Gurzan, wójt z Gorzejowej, który przed chwilą zabił już sędziego ze Siedlisk Augusta Kalitę, posesora Rozkosznego i uciął starca zrabowanym pałaszem w głowę.

Jan Wołowiec, chłopak kredensowy, „Siepaczem” zwany, ukrył najpierw Włodzimierza Bogusza, młodzieńca z Lubasza, ale pod wieczór zmienił zdanie i sam go szukał z Gąsiorem, Wołowcem, Konicą, Czernikiem i Niemcem, a wyciągnąwszy go z piwnicy, zabili go cepami. Tytus Bogusz, ukryty pod płótnem sufitowym, wydany przez służącego, widłami przekłuty, spadł na posadzkę kamienną, nogi połamał, dobity przez Wadasa i Orzechowskiego.

Straszny był widok na dziedzińcu siedliskim. Leżały tam ciała pozabijanych Stanisława Bogusza, sędziego Kality, ekonoma Jana Stradomskiego i jego siostrzeńca także Jana Stradomskiego, Tytusa i Włodzimierza Boguszów: cały dom zrabowany, zniszczony, drzwi, okna, nawet podłogi powyrywane – krzyk, lament okropny.

Szela siedział na dziedzińcu i przypatrywał się temu wszystkiemu. Do dwóch dziewcząt Pietrzyszczanek, sierót, wychowanek dworu, które głośno zawodziły, płacząc i narzekając, co się z nimi teraz stanie, odezwał się Szela w te słowa: „Czego tak zawodzicie i boicie się? Wam się nic nie stanie Bogusików nie macie czego żałować, oni zginąć muszą, a my się podzielimy tym, co ich było i będzie nam lepiej”. Już się załatwiłem z Wiktorynem w Kamienicy, w Pilźnie kazałem zabić Stanisława z Rzędzianowic, dosięgnę nawet tych, co w Rzemieniu, w Krakowie, i Nikodem musi zginąć, bo mi groził kryminałem.

Po tych słowach wyruszył do Smarżowej. Po drodze kazał zrabować dom Apolonii Bogusz w Siedliskach górnych, koło plebani stojący.

Jechał na koniu, a przejeżdżając koło swej chałupy, wstąpił tam, zostawił konia i rzeczy zrabowane i pieszo podążył ku dworowi w Smarżowej. W Smarżowskim dworze mieszkał Nikodem Bogusz, od czterech lat sparaliżowany na nogi, z żoną Józefą ze Stojowskich i czworgiem drobnych dzieci, Zofią lat 10, Konstantym lat 8, Stanisławem 6 i Amalią licząc lat 2. Gromada chłopów otoczyła dom, zaczęła krzyczeć i rabować. Nikodem siedział w fotelu. Szela zobaczywszy go kiwną ręką na znak, że mogą go zabić i wtedy przyskoczyli Staszek Dziedzic i Jędrzej Szydłowski, jego poddani i wyrok wykonali. Przestraszona żona wraz z dziećmi uciekła z domu i wkrótce znalazła się w domu Jakuba Szeli, wraz z siostrą Stanisławą – później przybyła do nich Apolonia, nie wiedząc jeszcze, że to właśnie Szela był sprawcą śmierci ich mężów. Podczas, gdy rzeź szalała w Siedliskach, Apolonia Bogusz (z Fanerówki) wraz z księdzem proboszczem Jurczakiem schronili się do kościoła siedliskiego, gdzie proboszcz wystawił Najśw. Sakrament w puszce i zaintonował suplikacje. Chłopi, którzy rabując plebanię, wpadli do kościoła z cepami i kosami, poklękali i śpiewali „Święty Boże”. Gdy proboszcz skończył i odchodził od ołtarza, zarzucali mu sznury na szyję, chcieli go z kościoła wyciągnąć i zabić.

Boguszowa zrzuciła sznury i broniła księdza, dowodząc im, że jak zabiją księdza, to nie będzie miał kto odprawiać nabożeństwa, bo nie tak prędko nowego dostaną.

Zbili go tylko i związanego trzymali całą noc w kuchni pod strażą.

Ze Smarżowej ruszyła rabacja pod dowództwem Staszka Szeli około trzeciej po południu. Ruszyła dalej do Głobikówki, gdzie zabili posesora Mikołaja Olszańskiego, Tadeusza Piotrowskiego ekonoma w Grudnej Górnej, ekonoma Aleksandra Kaczkowskiego i jego syna Adolfa i dwóch pisarzy gorzelnianych Wiktora i Seweryna Górskich.

Stary Szela powróciwszy ze dworu w Smarżowej, udał się do karczmy żyda Semka koło kościoła siedliskiego leżącej i tam przyjmował raporty od chłopów i wypytywał o szczegóły akcji rabacyjnej.

Na pytanie, kto zabił posesora Kleina na Kopalinach siedliskich, odpowiedzieli chłopi, że żyje, bo to przecież Niemiec. Na to krzyknął Szela „Żadnych panów nie potrzebujemy, sami sobie damy radę – idźcie chłopcy do roboty, a spieszno, bo czas mija”.

Na ten rozkaz skoczyło kilku na koniach i zamordowali cudzoziemca, ojca trojga dzieci. Grzegorz Konica dowodził.

W ciągu owego dnia piątkowego 20 lutego straciły życie w parafii siedliskiej 23 osoby: 7 dziedziców, 5 dzierżawców i 11 oficjalistów. Nazajutrz w sobotę trwały jeszcze rabunki i poszukiwania zbiegłych oficjalistów i służących dworskich, którzy się schronili w lasach. Jednego z nich N. Wiśniewskiego, ekonoma za Smarżowej schwytano w lesie i związanego przywiedli do Szeli. Tenże głosem chrapliwym odezwał się do nich „Już minęło 24 godzin, więc go nie zabijać, ale wypalić mu 25 kijów, niech popamięta Szelę i niech przysięgnie, że będzie nam posłuszny”.

To samo spotkało ekonoma siedliskiego Nikodema Kruczkiewicza, do którego Maciej Orzechowski 2 razy strzelał bez skutku, dopiero wójt Pachana nadjechał, kazał go związać i zaprowadzić do Szeli. Na rozkaz Szeli wymierzono mu 10 kijów i wciągnięto w poczet adiutantów Szeli.

Rabanci, wracając z Zawadki, dowiedziawszy się po drodze w Gorzejowej, że żyje jeszcze Pohorecki, zbity w Kamienicy, wpadli do dworu, żeby go dobić.     Tam mordowano go okrutnie powtórnie w łóżku, a sądząc, że już skonał, wrzucili go na wóz i wiedli do kostnicy kościelnej.

Spostrzegłszy w drodze, że drga jeszcze, zrzucili go z wozu i końmi tratowali, a Wojciech Synowiecki wiercił mu w głowie nożem.

Tak zginął podpora ciemnej matki i mąż Anny Winogradzkiej, którą dopiero przed rokiem poślubił.

Ciała pozabijanych ofiar (19, bo 4 z Kamienicy w Brzostku pogrzebano) zwieziono we wtorek 24 lutego, obdarte do naga i pogrzebano w jednym dole, wykopanym umyślnie na ten cel, za cmentarzem w gruncie plebańskim, posypując je wapnem. Za tę czynność wystawił Szela asygnatę do kasy dworskiej w celu wynagrodzenia chłopów „za ich trudy”.

Dopiero w roku 1860 rozszerzono cmentarz i na miejscu pogrzebanych wystawiła Gorayska, jako właścicielka Siedlisk murowaną kaplicę gotycką z fundacją mszalną na 20 lutego i 8 maja.

Na frontonie kaplicy pozwolił biskup tarnowski Pukalski umieścić tylko lakoniczny napis: „Ku wiecznej pamięci Stanisławowi z Ziemblic Boguszowi, Wiktorynowi, Nikodemowi, Włodzimierzowi i Tytusowi Boguszowi, Zabierzowskiemu, Pohoreckiemu, Bilińskiemu, Olszańskiemu, Kaczkowskiemu, Powornickiemu, w dniu 20 lutego 1846 z tego świata boleśnie zeszłym, a tu pochowanym Ludwika z Boguszów Gorayska tę kaplicę postawiła 1860”.

Tak wyglądał przebieg rabacji 20.02.1846 w tutejszej parafii według subiektywno – emocjonalnej relacji Adama Bogusza, potomka ofiar rzezi.

A teraz naoczny świadek i bezpośrednia ofiara rabacji Ks. Jan Jurczak, ówczesny proboszcz siedliski ma głos: „Rok 1846 dnia 20 lutego przed południem, tłum napływający z różnych parafii, do którego przyłączyli się niektórzy źli parafianie pod przewodem Jakuba Szeli, wieśniaka ze Smarżowej, tutejszego parafianina, spowodował niesłychanie okropne spustoszenie, albowiem w obrębie tutejszej parafii 23 znaczniejszych w barbarzyński sposób zostało zamordowanych, domy ich zdewastowane, okna i wszystkie sprzęty potrzaskane. Na wieść o tym, ja proboszcz z panią Boguszową, kolatorką, lat 76, staruszką schroniłem się do kościoła.

Tymczasem niejaki parafian brzostecki ze wsi Zawadka, nazwiskiem Kobak, wyłamawszy okna na plebani, zwoławszy zgraję przechodzącą, zrabowali mię całkowicie (totaliter), zabrawszy wszystko, cokolwiek było w domu, a resztę poniszczyli. Po tym około godziny czwartej po południu przez posłańców wywołany z kościoła, dowiedziawszy się o zniszczeniu mego domu, zamknąłem się w kościele. Nocą zaś około godziny 7 – ej pan Ignacy Zabierzowski, dziedzic części Gorzejowej, już całkowicie zmasakrowany i przez tłum porzucony, przyszedł do siebie, chcąc odbyć spowiedź św. przybrał na siebie odzienie żyda, lecz rozpoznany tuż przed kościołem przez złoczyńców i masakrowany prosił złoczyńców, żeby go nie zabijali, lecz pozwolili do kapłana,  tymi słowy: „nie bijcie mnie, tylko proszę o księdza”. Ale oni szyderczo drwiąc zabili go koło samego kościoła.

I z ogromnym zgiełkiem rzucili się na mnie i okrutnie mnie związali Jan Radwański z Janem Lisickim, poddani plebańscy, którzy z powodu kradzieży karani byli przed tym przez dominium, a pomagał im Michał Gurzan, rolnik i tak ze związanymi do tyłu rękami wyprowadzony byłem na pole, na zabicie. Sam jednak Jan Radwański, główny mój wróg, żądny zemsty, podniecał innych do zemsty: sam bowiem Radwański, całkiem trzeźwy, nie miał odwagi pierwszy rzucić się do tak zbrodniczego aktu, a także żaden inny nie imał się mnie i tak zostawiony byłem na polu między końmi, na szyderstwo, a po tym zaprowadzono mię do kuchni, gdzie na prośbę Szymona Chajca, kowala i poddanego plebańskiego, strażnicy pozwolili, aby mię uwolnić od więzów. W sobotę przy pomocy strażników poszliśmy do z p. Boguszową do sąsiada Marcina Kuzary, który nas życzliwie przyjął. Wikariusz zaś Mazurkiewicz, obecny proboszcz w Dobrkowie, był wtedy w Tarnowie. Dnia 22.02, czyli w niedzielę Pięćdziesiątnicy celebrowałem Sumę pełen bólu i nie śpieszyłem się wyjść z kościoła, bo nie miałem gdzie głowę skłonić, obrabowany ze wszystkiego, nawet ze sutanny, obrusów a także pieczęci parafialnej. Dnia 24.02 zamordowani zostali pogrzebani przez tłum, wśród szyderstwa, poniżej cmentarza, na polu plebańskim, wszyscy w jednym dole, nago. (Liber Memorab. Ecclesiae Siedlisc. Anno Dni 1846).

a. Charakterystyczne cechy rabacji w parafii Siedliska.

Morderstwa w tut. Parafii trwały tylko 24 godzin. Następnego dnia schwytanym oficjalistom kazał Szela wymierzyć po kilka kijów. W innych parafiach mordy trwały jeszcze przez kilka dni.

Nie odstawiono stąd ani jednego zabitego, rannego, czy żywego do cyrkułu w Tarnowie, choć tam płacono 10 florenów za zabitego, 8 za rannego i 5 za żywego.

Szela zdyscyplinowany i żąda dyscypliny od podkomendnych: rozkazy jego wypełniają na słowo, lub gest ręki.

Motorem akcji Szeli jest zemsta osobista „Wiktorku, Stasiu już mi nie będziesz groził aresztem"”

Kazał zamordować Niemca Kleina, choć może to było wbrew woli Breinla.

Snuł plany na przyszłość „Boguszów nie macie czego żałować, oni zginąć muszą, a my podzielimy się tym, co było ich i będzie nam dobrze”.

O sto lat wyprzedził program przymusowej parcelacji dworów (1945).

Nie wydał rozkazu zamordowania proboszcza siedliskiego, choć były między nimi pewne konflikty. W innych parafiach zamordowano ogółem 6 księży.

Oszczędzał kobiety dworskie, udzielając im nawet schronienia u siebie w te dni tragiczne. Planował bowiem małżeństwo swego syna Stanisława z Zofią Boguszówną.

Szela przez rabację zdobył rangę wodzostwa wśród okolicznych chłopów: przyjeżdżali do niego z dalekich wiosek po radę i instrukcje.

On to 01.04.1846 r. w imieniu 33 gmin powiatu jasielskiego i 17 powiatu tarnowskiego wystosował pismo do gubernium lwowskiego w sprawie pańszczyzny.

Także miejscowy proboszcz radził się Szeli, gdy przyszedł ok. rozkaz ogłoszenia z ambony drażliwej sprawy pańszczyzny.

Z wielkim zafrasowaniem dał wtedy swoje placet „bo rozkaz jest rozkazem”.

b. Sylwetka Szeli.

„Ogromny chłop, silnie i muskularnie zbudowany, lat około 60, rysów grubych, wyrazistych, oczy dzikie, spuszczone, czoło wysokie, cera śniada, zarost gęsty szpakowaty, brwi najeżone, wąsy obwisłe, bez brody, nos wydatny, ubrany z chłopska w szarej płóciennej kapocie, czapka wysoka z czarnego baranka, pas rzemienny, buty wysokie, ordynaryjne na podkowach, głos donośny, ochrypły, ruchy i cała postawa wytresowanego żołnierza, trochę na przód pochylony. Ogólny wygląd jego postaci wyrażał energiczną i bezwzględną jego wolę” (Pam. Łupkowskiego, który widział Szelę późną wiosną 1846 w Tarnowie według Kieniewicza – Ruch chłop. w Galicji 1846).

Rządowy mandatariusz Spielmann, przysłany do Siedlisk, tak pisze o Szeli: „Jest on dobrym, pracowitym gospodarzem, zawsze trzeźwym i bardzo pobożnym człowiekiem”.

Breinl  o Szeli: „Prosty chłop, przy tym przesądny i nie zdolny do wyższego polotu” (chodziło mu o obronę Szeli przed karą).

Dębicki: „Trzeźwy i spokojny, miał na ustach słowa Pisma św.: gdy mordował i pastwił się nad swoimi ofiarami, wtedy jeszcze występował jako moralista i mściciel. Zdawał się być mistykiem i sekciarzem w siermiędze” (Dębicki – Z dawnych wspomnień 1903).

Adam Bogusz ukazuje Szelę w uroczystej postawie na koniu z pałaszem u boku (str. 38). Chłopi nazywali go „generałem”, lub nawet „królem” (Al. Stadnicki do brata Kaz. 1846).

Zasięg bezpośredni oddzaływania Szeli Strzelbicki, justycjariusz z Brzostku szacuje na 15 wsi wokoło, Reiss, wicestarosta jasielski na 50 wsi (Kieniewicz op. Cit. s. 275-277).

Dziś wśód parafian opinia przesunęła się zdecydowanie na korzyść Szeli. Mówią „Szela dobrze chciał dla chłopów: spełniło się, co mówił: Boguszów (dworów) nie macie czego żałować ... my się podzielimy tym, co ich było i lepiej nam będzie”. Dziś każdy bezstronny musi przyznać, że po parcelacji dworów chłopom sto razy lepiej się powodzi, niż za czasów pańszczyzny. Na zarzut, że był narzędziem Austrii, odpowiadają „z kim miał trzymać, żeby panów pobić?”. Austria sama się go bała, bo go stąd zabrała. On chciał zawsze dobrze dla chłopów.

D. Pokłosie i następstwa rabacji.

a. Tabela statystyczna dla 8 dotkniętych rabacją obwodów.

Obwód

Zrabowane dwory

Liczba poległych

Aresztowanych

szacunkowa

Liczba

%

Udowodniona

Szacunkowa

Wadowice

31

21,2

-

-

200

Bochnia

66

36,9

69

250

568

Nowy Sącz

97

77,5

19

25

185

Tarnów

131

89,1

424

750

543

Jasło

58

36,0

14

30

169

Rzeszów

2

2,0

1

1

122

Sanok

45

19,1

3

3

400

Sambor

1

0,9

8

11

43

Cała Galicja

430

-

538

1070

3000

Klasyfikacja zabitych według pochodzenia społecznego:

Kierownicy gospodarstw folwarcznych: właścicieli 110, dzierżawcy 87 razem 197; Oficjaliści 250; Szlachta zaściankowa 22; Księża 6; służba kość. 3; Nauczyciele 17; Rzemieślnicy wiejscy 11; Mieszczanie 20; Straż skarb. 11; Chłopi 11; Kobiety 14; zawód nieustalony 69; różni 8.(Według Stef. Kieniewicza – Ruch chłopski w Galicji 1846, s. 257 – 260).

b. W tutejszej parafii:

a) Śmierć 23 osób: 7 dziedziców, 5 dzierżawców i 11 oficjalistów: makabryczny ich pogrzeb w jednym dole, poza cmentarzem, na polu plebańskim, ciała odarte z odzienia, przysypane ziemią dopiero 24 lutego wśród szyderstwa chłopów, bez żadnych ceremonii religijnych. Widać tu kipiącą nienawiść i zemstę chłopów do panów.

b) Ruina dworów.

Wszystkie dwory w tut. parafii w ruinie: bez inwentarza żywnego, czy martwego. O zasiewach  gruntów nikt nie myśli, bo ani narzędzi ani zboża, ani szlachty, ani ekonomów, bo wszyscy wymordowani pisał 17.03.1846 sędzia Strzelbicki do swego brata i dodał, że Szela na tym obszarze jest „jedynym sędzią, władcą i dyktatorem”. On wydawał „karty bezpieczeństwa”, asygnaty do lasu dworskiego, przepustki na przejazd i przewóz żywności. 

c) „ Nigdy więcej pańszczyzny”.

Przez parafię przebiegało naczelne hasło Szeli: „Wyrznęliśmy panów, jesteśmy wolni, więcej pańszczyzny nie będzie”.

Hasło to rozeszło się w promieniu 5 mil pisze Reiss w raporcie z dnia 30.03.1846.

d) Pacyfikacja, internowanie Szeli.

Dnia 12.03.1846 wydał cesarz orędzie „Do moich wiernych Galicjanów”, w którym chwali  ich za niezachwianą wierność dla monarchy, ale równocześnie zachęca ich do wypełnienia obowiązków pańszczyźnianych. Nakazano je ogłosić je także z ambon. Nastąpiło wielkie rozczarowanie wśród chłopów. Chłopi poszli za hasłem Szeli – stawiali bierny opór. Rząd wiedeński wysłał na pacyfikację wojsko, które po wsiach zmuszało do pańszczyzny. Pacyfikację w Siedliskach i Smarżowej dość łagodnie przeprowadził praktykant gubernialny Pauli. Załogi wojskowe stały jednak po wsiach. Syna Szeli Stanisława trzymano prawie cały miesiąc w areszcie.

Głównego zaś inspektora renitencji Jakuba Szelę internowano w Tarnowie dnia 20 kwietnia 1846, celem całkowitego odizolowania go od chłopów.

Umieszczono go w koszarach policji, dostawał 10 krajcarów na dzienne utrzymanie: wolno mu było chodzić po mieście, ale pod nadzorem policjanta, który mu nie pozwalał z kimkolwiek rozmawiać.

Na Szelę wpłynęły dwie skargi: justycjariusza  brzosteckiego Strzelbickiego i Henryka Bogusza.

Śledztwo w tej sprawie w początkach czerwca w Smarżowej i Siedliskach radca kryminalny Rzisek, ale nie zależało mu na nadmiernym  obciążeniu Jakuba Szeli. Chłopi wymawiali go od winy: nie wydobyto ani jednego zeznania, które udowodniłoby bezpośredni udział J. Szeli w morderstwach. Stwierdzono tylko, że im nie przeciwdziałał. Akta śledztwa odesłano do Wiednia, gdzie 19 lipca zapadła „najwyższa decyzja” odraczająca. Szela miał pozostać w swym złagodzonym więzieniu. Następca Breinla Czetsc wysunął projekt przeiedlenia go gdzieś do wschodniej części Galicji (marzec 1847). Decyzją cesarską ze stycznia 1848 r. J. Szela został wywieziony z Tarnowa pod eskortą na Bukowinę i osadzony w dobrach poduchownych w Sółce, gdzie otrzymał 30 mórg gruntu (z nich tylko 5 wykarczowanych) wraz z bezzwrotną zaliczką na zagospodarowanie. I tam zmarł w r. 1854 (Kieniewicz op. c. s. 315).

e) Tyfus głodowy.

W roku 1846 znowu ogólnoeuropejska zaraz ziemniaczana, brakowało także zbóż jarnych. Przednówek 1846 był ciężki. Ale prawdziwa klęska przyszła dopiero pod koniec zimy, gdy w ślad za nieurodzajem pojawił się tyfus głodowy.

Z plew, perzu, otrąb i innych nie do uwierzenia rzeczy chleb ubóstwo piekło i brajki gotowało, a z takiego wiktu wiele ich, bardzo wiele umarło (Szewczuk Kron. Klęsk. elem. w Galicji 1939, s. 173 – 90).

W roku 1847 zmarło w parafii siedliskiej 541 osób (Liber Mortuorum) na tyfus głodowy. W następnym roku 1848 znowu ogromna śmiertelność panuje w parafii na tyfus i cholerę. Po chwilowej przerwie znowu tyfus i cholera zbierają swe obfite żniwo w tut. parafii w latach 1853 – 1854, 1855. To bardzo smutne „cmentarne lata” dla tutejszych parafian.

f) Antyklerykalizm.

Odgórnie kierowany, gdy kanclerzem został w r. 1866 Beust, protestant, wróg Kościoła. W r. 1868 parlament ustalił 3 tak zwane „ustawy majowe”, odbierające biskupom sądy w sprawach małżeńskich, oddające wychowanie szkolne w ręce państwa i dla wygody innowierców znoszące obowiązkowe święcenie niedziel i świąt.

Liberalizm odnosił się nieprzychylnie do duchowieństwa. Oddolnie chłopi nosili w sercu uraz nieufności, zazdrości, niechęci w stosunku do duchowieństwa, które rekrutowało się w przeważającej większości ze szlachty, broniącego interesów dworów kosztem chłopa. Samo obciążało chłopa różnymi opłatami i daninami. To też 6 księży padło ofiarą rabacji – zamordowani przez chłopów. A i po rabacji nie uległo poprawie to nastawienie chłopów do księży. Prawem psychologicznym uważali swe pokrzywdzone ofiary, do których należeli także księża, za swoich wrogów.

Na rozkaz ck. Austrii księża nawoływali chłopów  do odrabiania pańszczyzny tak znienawidzonej teraz, utopionej we krwi dziedziców. To zaciskało pięści gniewu chłopskiego przeciw księżom. Dalej potępiali księża mordy rabacji jako pogwałcenie V, VII i przykazania miłości.

Odbiciem tego antyklerykalizm w tut. parafii to urzędowe pismo Konsystorza Tarnowskiego z dnia 12.06.1857 „... słyszy się o nieprzyjaznym i buntowniczym duchu wśród parafian przeciwko panom dziedzicom i wielebnemu klerowi”.

g) Zniesienie pańszczyzny.

Pod wpływem zaogniających się stosunków na wsi i fermentu chłopstwa rząd austriacki wydał patent cesarski w dniu 15 kwietnia 1848 r.  znoszący pańszczyznę, poczym nadano chłopom zajmowane przez nich grunta, a szlachcie w zamian wynagrodzono ze skarbu państwa. Uwłaszczenie to pociągnęło za sobą niedogodności dla chłopów i szlachty. Chłopi posiedli grunta gorsze, wyjałowione, na których b. trudno bez czyjejś pomocy było gospodarować. Szlachta zaś bez darmowego robotnika stanęła przed kryzysem.

h) Epilog programu rabacji.

Znalazł swój finał w programie PKWN z lipca 1944, zrealizowany na wiosnę 1945 r. Rozparcelowano wtedy dwa dwory Smarżowej między b. służbą dworską i sąsiednich chłopów.

Budynek jednego b. dworu przerobiono i adoptowano na Ośrodek Zdrowia wraz z gabinetem dentystycznym i izbą porodową, Ośrodek tej całej parafii oddaje samarytańskie usługi i codziennie oblegany jest przez chorych.

Na resztówce drugiego dworu w Smarżowej urządzono park maszynowy Kółka Rolniczego, targowicę (targi co 2 tygodnie w piątki), zbudowano magazyny na nawozy sztuczne, zboże, węgiel itp.

Spadkobiercą b. dworu w Siedliskach jest Spółdzielnia Produkcyjna, a dom służy także na Przedszkole.

Ludzie sobie chwalą taki stan rzeczy, bo rzeczywiście „jest im lepiej”.


3. Odrodzenie religijne po burzy rabacyjnej.

A. Odrodzenie diecezji tarnowskiej – Bpi Grzegorz Wojtarowicz i Leon Wałega

Odrodzenie religijno – moralne diecezji tarnowskiej, tak mocno i głęboko wstrząśniętej burzą rabacji, której niewinną ofiarą padł Biskup tarnowski Grzegorz Józef Wojtarowicz, czujny pasterz, który ośmielił się wskazać właściwego reżysera krwawego dramatu lutowego 1846 (rząd austriacki – który go za to pozbawił stolicy biskupiej w 1850, zmarł na tułaczce w Krakowie w 1875 r), datuje się od wstąpienia na tron biskupi w Tarnowie Ks. Biskupa Dra Leona Wałęgi w 1901r.

Sam pochodzący z ludu (z Moszczenicy k. Gorlic), mądrze i ojcowsku wychodził naprzeciw potrzebom warstwy włościańskiej przez częste wizytacje pasterskie (pupilkiem jego w czasie wizytacji byli zaniedbani „pastuszki” wiejskie), przez założenie stronnictwa Katolicko – Ludowego z własnym organem prasowym, stowarzyszenia młodzieży, a dla biednych emigrantów, szukających chleba aż za Ocean, starał się być drugim Archaniołem Rafałem.

Podniósł morale duchowieństwa, zapobiegł brakowi powołań kapłańskich i budził je, zakładając Małe Seminarium przy swym boku.

Szerzył kult maryjny, otwierał drzwiczki tabernakulum, całą mocą swych apostolskich ust przekonywująco wskazał na jednego, prawdziwego Przyjaciela ludu – Jezusa Chrystusa.

Tą metodą na przestrzeni swego długiego pasterzowania (33 lat) stopił lody niechęci, uprzedzenia ludu wiejskiego do duchowieństwa i do Kościoła.

Szczególną troską pasterską otoczył parafię Siedliską, wizytując ją osobiście trzykrotnie, pracując w niej intensywnie po kilka dni za każdym razem.

Znamiennym jest to, że zaraz na początku swych rządów biskupich (r. 1902) przyjechał do tej parafii na wizytację.

B. Odrodzenie parafii – Ks. Antoni Ruminowski

Na wielkiej przestrzeni wyburzono mur nieufności między tutejszą ludnością wiejską, a księżmi, gdy został tu proboszczem w r. 1895 młody, 30 – letni kapłan Ks. Antoni Ruminowski, pełen ducha Bożego i wielkiego serca: dobry, ludowy kaznodzieja, wzorowy gospodarz.

Syn rodziny chłopskiej, raczej z dala trzymał się od dworów, a swe gorące serce oddał ludowi, wśród którego dobrze się czuł, kochał młodzież chłopską, zachęcał ją do nauki, pomagał jej, otaczał się nią.

Budził i pielęgnował może dopiero pierwsze (w r. 1758 wstąpił do jezuitów dziedzic siedliski Nikodem Stojowski, ale wystąpił) powołania kapłańskie trzech doprowadził do ołtarza, a to Ks. Władysława Osmólskiego z Grudnej Dolnej w r. 1911, Ks. Białasa Wojciecha także z tej wioski i Ks. Walentego Prokulskiego TJ z Głobikówki, a prymicji Ks. Tomasza Bułata ze Smarżowej już nie doczekał (był klerykiem na II roku).

Parafia darzyła go zaufaniem, dzięki któremu wiele zrobił i w dziedzinie materialnej.

W r. 1897 drogą konkurencji parafialnej buduje nową, dużą stajnię za 3200 koron, w 1898 nowy spichlerz.

W r. 1899 parafianie aprobują jego zamiar budowy nowego kościoła i nowej, murowanej plebani, okazując z całym zaufaniem gotowość do wielkich, czekających ich ofiar.

Jakoż w roku 1901 zakupiono kamień na kościół we dworze smarżowskim i zaczęto go w tym roku zwozić.

W r. 1902 zwieziono cegłę na nową plebanię, która w 1903 stanęła już pod dachem, a w 1904 oddana do użytku.

W r. 1903 postawiono z desek prowizoryczną kaplicę – barak, a stary kościółek z r. 1614 rozebrano, bo już groził zawaleniem (Konsp. Par. 1933).

Dalsze szczegóły z jego tu pasterzowania będą uwzględnione na innym miejscu.

Ks. Ruminowski głęboko zapisał się w pamięć tut. parafian, którzy co roku na kartkach wypominkowych w 60% wypisują jego nazwisko, by modlić się za jego duszę.


4. Budowa nowego kościoła.

(Na podstawie Księgi Protok. Komitetu Paraf. 1902 – 1944, s. 1 – 153).

Decyzja budowy nowego, murowanego kościoła parafialnego zapadła już 16 lutego 1899 na posiedzeniu Komitetu Parafialnego.

Wiele czasu poświęcono debatom nad wyborem miejsca pod nowy kościół. Dnia 27 listopada 1902 r. Kom. Paraf. Postanawia budowę na nowym miejscu, a stary kościółek ma pozostać na swoim, z obowiązkiem konserwowania go przez parafian.

Co do wyboru nowego miejsca pod nowy kościół na kilku następnych zebraniach wymieniono jeszcze wiele opinii i poglądów.

Projektowano cztery miejsca pod kościół:

a/    w ogrodzie plebańskim, naprzeciw starej wikarówki (dziś organistówki), ale architekt nie uznał tego planu za odpowiedni, bo teren jest mokry, pochyło położony: fundamenty byłyby bardzo kosztowne, a projektowana od strony zachodniej szkoła, zasłaniała by widok kościoła.

b/    drugi plac naprzeciw starego kościoła, na północ od drogi, uznano za szczupły, za blisko   budynków gospodarczych, za blisko stawu, któryby w czasie powodzi, zalewał kościół.

c/    teren przy cmentarzu uznano także za podmokły.

d/    wreszcie zadecydowano lokalizację nowego kościoła na miejscu starego. Dla poszerzenia terenu postanowiono usunąć starą szkołę, stojącą tuż obok kościoła, a od południowej strony wykupić jedną parcelę od prywatnego właściciela. I to niebawem zrealizowano.

Tą decyzją wydano wyrok zagłady na stary kościółek, który doszczętnie rozebrano w r. 1904. Nabożeństwa przeniesiono do prowizorycznej kaplicy baraku, postawionego w roku 1903 w ogrodzie plebańskim, na północ od kościoła.

Tymczasem z przepracowania i to na podwójnym froncie: duszpasterskim (długie, dynamiczne kazania, eksploatujące nabożeństwa, szkoły itp.) i administracyjno – materialnym (osobiste zaangażowanie się prowadzeniem 60 morgowego gospodarstwa, w terenie górzystym, ciągłe budowy – 1897 stajnia, 1898 spichlerz, 1903 – 1904 budowa nowej plebani, 1903 budowa baraku kaplicy, problemy planów. Materiałów na nowy kościół itp.), odzywa się u proboszcza dziedziczna gruźlica, skazująca go na długie leczenie w różnych sanatoriach.

Na czas choroby i nieobecności w parafii Ks. Ruminowskiego przysyła Ks. Biskup Wałęga dnia 27 października 1906 r. Ks. Jana Palkę, dotychczasowego wikariusza w Gręboszowie, w charakterze administratora in spiritaulibus.

Kapłan ten o zacięciu utalentowanego budowniczego kontynuuje dzieło budowy nowego kościoła.

Zaraz z początkiem następnego roku organizuje dwa, wielkie, propagandowe zebrania w sprawie budowy nowej świątyni.

Pierwsze takie odbyło się 2 stycznia 1907 pod przewodnictwem Ks. Dziekana Karola Fąferko, przy udziale Komitetu Parafialnego i Komitetu Budowy Kościoła w osobach: Ks. Jan Palka, Karol Bronec (zastępca kolatora), Józef Kurcz, Grzegorz Synowiecki, Michał Kowalski, Jakub Gąsior, Tadeusz Traciłowski, Franciszek Ziaja, Stanisław Synowiecki: ci parafianie odtąd najbardziej aktywni w obu komitetach.

Następna takie spotkanie miało miejsce dnia 12 marca 1907 przy udziale 60 osób, także pod przewodnictwem Ks. Dziekana Karola Fąferko z Pilzna. Zaproszono na nie Ks. Kanonika Stanisława Konopackiego, proboszcza z sąsiedniej Przeczycy, który co dopiero w ubiegłym roku (1906) wybudował u siebie przepiękny kościół murowany, w stylu neotyckim, oraz inż. arch. dra Sas Zubrzyckiego, mistrza od gotyków nadwiślańskich.

Na tym zebraniu zaakceptowano poprzednią decyzję budowy kościoła na miejscu, gdzie stał stary. Przyjęto plan, sporządzony przez inż. arch. Adolfa Zajączkowskiego, zatwierdzony już przez wszystkie władze, oddając fachowe kierownictwo budowy w ręce architekta Sas Zubrzyckiego i zostawiając mu wolną rękę co do zmian, jakie uzna za stosowne.

Upoważniono Ks. Administratora do wezwania stron konkurencyjnych, zalegających z prestacją na budowę kościoła, by w ciągu 30 dni złożyły należne pieniądze na jego ręce: w przeciwnym razie ma posłać wykaz zalegających do ck. Starostwa, celem przymusowego ściągnięcia.

Uchwalono  zakontraktować zaraz wiosną, zadatkować i zwozić cegłę na plac budowy.

Na posiedzeniu obydwu komitetów w dniu 24.04.1907 uchwalono zamówić notarialnie 700000 cegły w Strzegocicach i 5 wagonów wapna w Podgórzu.

Na posiedzeniu 5 maja 1907 r. wybrano 4 sekcje: I sekcję kamieniarską do kamieniołomu w Smarżowej, II sekcję murarską, III sekcję drzewną i IV sekcję biura kancelaryjnego. Uchwalono, by robociznę pieszą i konną dostarczały gminy w następującym porządku: poniedziałek – Kamienica Górna, wtorek – Gródna Dolna i Gródna, środa – Bączałka i Głobikówka, czwartek – Smarżowa, piątek – Siedliska, sobota – Gorzejowa.

Odtąd wspólne zebranie Komitetu Parafialnego i Budowlanego odbywają się dwa razy w miesiącu, a to w każdą I – szą i III – cią niedzielę miesiąca.

Na jednym z zebrań (23.06.1907) wybrano stałego, płatnego pisarza i gońca do roznoszenia rozkazów.

Murarzy i kamieniarzy sprowadzono z Ryglic: Franciszek Boratyński jako majster murarski, Józef Jękot jako m. kamieniarski (z nim było wiele kłopotów o podwyżkę płac – sprawa oparła się o sąd, a on stracił tu pracę).

Dnia 13 grudnia uchwalono drugą konkurencję, rozłożoną na 10 lat, bo dawny kosztorys Zajączkowskiego z r. 1899, opiewający na 92324 koron i 58 halerzy był już nieaktualny ze względu na podrożenie materiałów i robotnika prawie w dwójnasób.

Dnia 26 kwietnia 1908 komitet zawiera umowę z firmą Karola Schwalbe z Białej na 3 dzwony harmonijne: d dur 1300 – 650 – 400 kg, łącznej wagi 23500 kg za cenę 7990 koron. Imiona dzwonów: Niepokalane Poczęcie, św. Grzegorz, św. Jan.

Na posiedzeniu 28.06.1908 zastanawia się Komitet, jak ściągnąć zaległości od obszarów dworskich, zwłaszcza z Grudnej Dolnej i Głobikówki. Uchwalono, by do dworu udał się wójt z pełnomocnikiem wsi i przedstawił sprawę I – szej i II – giej konkurencji, by zwołać w gromadzie plenarne zebranie wszystkich mieszkańców i na nie zaprosić dwory.

W dniu 6 stycznia 1909 suma wydatków na budowę kościoła wynosi już 105758 koron i 13 halerzy. Komitet wyraził uznanie Ks. Palce za tak staranne i dokładne prowadzenie rachunków.

Na 08.12.1909 ukończono już dach na wieży i nad nawą główną.

Dnia 17 lipca 1910 Komitet uchwala z drzewa, które służyło za rusztowanie, zbudować halę na przedstawienia, z których dochód ma wpłynąć na rzecz budowy kościoła. Zrealizowano tę uchwałę, a z 7 przedstawień wpłynęło do kasy ok. 1000 koron.

Z końcem roku 1910 długi budowy wynoszą 29193 koron, 97 hal.

Dnia 25 maja 1911 r. debatowano nad witrażami: przyjęto ofertę firmy Żeleńskich z Krakowa – wielkie okna mają być figularne, małe zaś z popiersiami świętych.

Kiedy w r. 1911 powrócił z kuracji Ks. Ruminowski, roztropność biskupia zadecydowała przeniesienie Ks. Palki. Nic nie pomogły delegacje parafian, ani interwencja kolatora.

Dnia 01.08.1911 odjechał stąd Ks. Palka na administratora do Starego Sącza. Zostawił po sobie wielką pamięć i wdzięczność parafian za dokonanie tak wiekopomnego dzieła. Włożył w ten kościół swego ducha, zapał, pracę, swoje talenty, trudy, ofiary i cierpienia. Zostawił po sobie wspaniały pomnik.

Kościół urzeka każdego swoją monumentalnością, harmonią, kolorytem, swoją potężną wieżą z harmonijnymi wokół bocznymi wieżyczkami i jakoś sugestywnie ciągnie człowieka w zwyż: wszystko, co doczesne, ziemskie maleje wobec tego kościoła.

Swoim kształtem krzyża łacińskiego, strzelistą wieżą (56 m wys.) wraz z symetrycznymi wieżyczkami – filiami śpiewa potężnie chwałę Boga Najwyższego, głosi wielowiekową cześć Patronki Siedliskiej, a kolorytem czerwonej cegły i białego ciosowego kamienia, choć „urodzony w niewoli, okuty w powiciu” oznajmia swą przynależność do Matki – Ojczyzny – Polski.

Przetrwał szczęśliwie dwie wojny światowe, dwie okupacje: pocieszał, dawał ukojenie i nadzieję na zmartwychwstanie Ojczyzny. I przeżywał wraz z parafianami jej dwukrotne wskrzeszenie w r. 1918 i w 1945 wśród wielkiej radości i entuzjazmu.

I poprzez swą wielką lokatorkę, Siedliską Matkę Boską, zanosi błaganie Ojczyznę wolną pobłogosław Panie. Imponuje ten kościół i okolicznym mieszkańcom i gościom i turystom i nawet dostojnikom kościelnym.

Biskupi tarnowscy zauważają z uznaniem, że większy jest od matki kościołów diecezji, od katedry tarnowskiej, bo może pomieścić do 3500 wiernych.

Biskup z Detroid Dr Stefan Woźnicki, w trakcie zwiedzania tutejszych terenów po frontowych (rok 1946) powiedział, że pasowałoby temu kościołowi nawet w Chicago lub New York.

Dumni Niemcy, którzy niczego w Polsce nie chcieli chwalić, wyrażali mu uznanie, że „w stylu niemieckim” zbudowany.

Sowieci przyznali mu, że to „bolszaja i krasnaja cerkiew”.

Ten nowy kościół to chlubne świadectwo dla parafian siedliskich: ich żywej wiary, ofiarności i ogromu pracy, oraz zaufania do kapłanów.

Tysiące furmanek zwoziło materiały budowlane z dalekich stron – kamienie aż z Cieszyny k. Frysztaka, cegłę ze Strzegocic: tysiące dniówek pieszych, pracy darmowej, kwitowanej jednak tysiącami bloczków o wielkiej treści „Bóg zapłać”.

Kościół ten to owoc harmonijnej współpracy parafian z kapłanem budowniczym. Prawą ręką Ks. Palki byli: Grzegorz Synowiecki, Władysław Gawroński, Wiktor Traciłowski i Tadeusz, Józef Kurcz, Jakub Prokulski, Stan. Radwański (mistrz ciesielski).

Wielką radość i satysfakcję przeżywali parafianie, a zwłaszcza proboszcz Ks. Antoni Ruminowski, gdy w dzień jego imienin 13 czerwca 1912 r., z namaszczeniem apostolskim konsekrował nową świątynię i dzwony dostojny arcypasterz Ks. Biskup Dr Leon Wałęga, który tak bardzo był zainteresowany tą wyjątkową w jego diecezji parafią.

Wyraził serdeczne, ojcowskie uznanie parafianom siedliskim za wybudowanie tak pięknego kościoła i skierował do nich gorący, pasterski apel „buduj w duszy twojej równie piękny kościół na mieszkanie Trójcy Przenajświętszej”.

To był pamiętny, radosny, triumfalny dzień w historii parafii siedliskiej. Przez dwa lata jeszcze parafia spłacała długi, zaciągnięte na budowę kościoła.

Tymczasem na horyzoncie politycznym gromadziły się złowrogie chmury, zapowiadające już bliską, wielką wojnę światową. Militaryzm niemiecki do zenitu i rwał się całą mocą do wojny.


   

MSZE ŚWIĘTE  

PONIEDZIAŁEK

0630

WTOREK

0630

ŚRODA

0630 1800

CZWARTEK

0700 1000 1800 Głob. 1630

PIĄTEK

0630 1800

SOBOTA

0630 1800 

NIEDZIELA

 700 1000 1515 

    Głobikówka

815

   

LITURGIA NA DZIŚ  

   

IMIENINY  

Wczoraj: Wincentego Wodzislawa
Dzisiaj: Czeslawa Fryderyka
Jutro: Daniela Dalidy
Pojutrze: Marii Magdaleny
   

STATYSTYKI  

999913
Dzisiaj
Wczoraj
Ten tydzień
Ostatni tydzień
Ten miesiąc
Ostatni miesiąc
Od zawsze
336
643
4187
4686
15605
29368
999913
Twoje IP: 54.162.232.51
Czas serwera: 2017-07-20 18:34:13