POGODA  

   

ROZDZIAŁ PIERWSZY
Prehistoria Parafii Siedliskiej

  1. W otchłani wieków.
  2. Z metryką - na widowni historycznej.
  3. Mieszkańcy – ustrój.

Wnikliwe światła różnych roboczych dyscyplin współczesnej nauki usiłują przeniknąć nieprzebyte ciemności otchłani wieków. Zwłaszcza nowoczesna archeologia kilofem i łopatą zagłębiająca się w poszczególne warstwy ziemi, przy zastosowaniu rewelacyjnej metody radiowęgla (tzw. analiza 014) zdolna jest odczytać treść i życie odległych epok i tysiącleci (Karpacka Stacja Archeologiczna przy PAN w Krakowie, skrót KSA).

Oto jej sensacyjne i pasjonujące odkrycie i sformułowanie na temat osiedlania się pierwszych ludzi w naszym regionie.

Pierwsze nie budzące wątpliwości ślady zasiedlania terenu Biecz i okolicy pochodzą z młodszej epoki kamienia (neolitu). Wówczas to pojawiły się grupy ludzkie prowadzące osiadły, kopieniacko – hodowlany tryb życia. Pozostały po nich stosunkowo liczne narzędzia kamienne, jak siekierki i toporki, znalezione w paru punktach Biecza, w Bugaju, Ołpinach, Jodłowej, Lubczy, Przeczycy, Brzostku itd.

Ta pierwsza „rolnicza” kolonizacja obszaru późniejszej kasztelanii bieckiej nastąpiła nie później, niż 4500 lat temu. Po najświeższych zagranicznych korektach chronologii neolitu, uzyskanych dzięki metodzie radiowęgla (analiza 014 ), można przyjąć czasy pomiędzy 3.500 a 2.500 lat przed naszą erą (Biecz – Studia Hist. s. 42).

Mowa jest tu o dorzeczu Ropy i Wisłoki, a właśnie parafia Siedliska zlokalizowała się nad potokiem Kamienica, prawym dopływem Wisłoki. Ekspert od tych spraw Andrzej Żaki twierdzi, że ludność neolityczna zajęła wszystkie ważniejsze doliny rzeczne Podkarpacia (Studia z dz. Jasła s. 21). A więc zasiedlenie terenu obecnej parafii siedliskiej należy odnieść do epoki neolitu. Tym bardziej, że Karpacka Stacja Archeologiczna afiszuje to zdanie tymi słowy: „Nie ulega kwestii, że północne mniej górzyste połacie kasztelanii bieckiej były dla osadnictwa zawsze bardziej dogodne, aniżeli lesiste, beskidzkie tereny południowe. Wytworzona jednakże przez dawniejszych historyków wizja nieprzebytej Puszczy Karpackiej, trwającej nieprzerwanie aż do czasów pełnego średniowiecza, ulec musi w świetle najnowszych odkryć archeologicznych znacznej korekcie.” (Żaki ibidem str. 63).

Teren parafii siedliskiej należał do północnych połaci byłej kasztelanii bieckiej. Więc dalsze potwierdzenie naszej tezy przez autoratywnego przedstawiciela Polskiej Akademii Nauk w tym względzie. Według naocznego świadka Władysława Gawrońskiego, kierownika szkoły w Siedliskach – Bogusz, przy wytyczaniu nowej drogi powiatowej Kamienica Dolna – Grudna, w centrum Siedlisk naprzeciw kościoła parafialnego po północnej stronie szosy znaleziono urny z prochami i ogrodzeniami kamiennymi, które wskazywały na istnienie jakiegoś prastarego osiedla ludzkiego.

A. Puszcza.

Pewnikiem jest, że w czasach przedhistorycznych, jak i wczesno-historycznych panowała tu wszechwładna puszcza. Dekanat dębicki w pierwszej ćwierci XIV wieków nazywany jest in sylvie, czyli wśród lasów, leśnym. Pod tą nazwą figuruje w spisach poborowych święto pietrza (Monum. Pol. Vatic. tom I). Z Dębicą do dziś dnia łączą Siedliska duże kompleksy lasów Siedliska, Głobikówka, Gębiczyna, Głobikowa i Braciejowa.

Puszcza nadawała nazwy miejscowości od swoich „mieszkańców”: od dębów – Dębica, Dębowiec, Dębrzyn, Dębowa, Dąbrowa, Dąbrówka, Dąbrowy itp.

Dąb potomek dawnej puszczy  zakończył swój żywot na uwiąd starczy w Siedliskach Dolych  w roku 1949 w wieku ponad tysiąc lat według opinii ekspertów.

W puszczy tej rywalizowały z dębami i przysadziste brzosty, od których podobnie Brzostek otrzymał swą nazwę i rekordzistki w swej linii i wysokości jadły, uszczęśliwiając swą nazwą ogromną wieś Jodłową i smutne brzozy, przekazujące swą nazwę błotnistym i bezdrożnym Brzezinom i buki, od których nazwa Bukowa i rosłe sosny przekazując swą nazwę Sośnicy i Soślinom i jawory, czyniące spadkobiercami Jaworzno Górne i Dolne i olchy proszące o pamięć Olszyny i Olchową.

Wśród tego morza zieleni zajaśnieje czasem tu i ówdzie swymi krasnymi licami jarzębina, lub błyśnie swymi koralami kalina. A w tych kniejach wicher wyrwał melodie jęku, szumu, wycia, łaskotu i gromu (P. Tad. IV,54).

W tych nieprzejrzanych puszczach błądziły stadami lub pojedyncze olbrzymie, dostojne tury i żubry, na które czychają „gospodarze lasu” (P.T. IV, 62) liczne niedźwiedzie, stada dzików i wilków, z drzew drapieżne rysie i sekundanci ich borsuki, lisy i tchórze, a między tymi wrogami uwijały się stada jeleni, saren i danieli, oraz wystraszone zające.

W powietrzu unosiły się chmary ptactwa, zarówno drapieżnego, jak orły, sokoły, jastrzebie, sowy, jak i kapelmistrzów leśnych ze słowikiem na czele.

W takich warunkach żył ówczesny człowiek. Bogata matka-natura hojne darzyła go swymi darami: olbrzymie lasy dostarczały drzewo na budulec i opał, zwierzęta dawały mu mięso na pokarm i skóry na odzianie, wody zaś ryby, raki i ptactwo wodne, a liczne roje pszczół miód.

Siedliska swoje zakładał na leśnych polanach cały ród, wywodzący się od wspólnego przodka, który pierwszy przyszedł w te strony i początek dał całej osadzie. Siedlliska swoje troskliwie ogradzał, a nawet otaczał wałem i rowem z obawy przed napadem nieprzyjaciela. Wokół osady karczował puszczę okoliczną, by mieć pole uprawne i pastwisko.

Z dawien dawna powstały na ziemiach słowiańskich gęsto rozsiane warownie, tzw. grodziska, czyli fortece położone wśród bagien nieprzebytych, lub na wzgórzach mało dostępnych. Grodziska takie otoczone wałem wysokim i palami ostro zakończonymi, a w środku tego ogrodzenia budowano spichrze, gdzie zwożono zboże na zapas na wypadek oblężenia przez nieprzyjaciela, lub głodu. Budowano tu także gontyny, czyli świątynie pogańskie, w których stawiano posągi bożków i składano ofiary. Podczas pokoju grodzisko było puste: mieszkali w nim tylko kapłani. Ale podczas najazdu do grodziska zchodzili się starcy, kobiety, dzieci, a także pobici w walce. Zespół osad jednego grodziska nazywano opolem.

W grodzisku odbywały się nabożeństwa pogańskie i narady, czyli wiece. Osady te i grodziska rozwijały się początkowo samodzielnie, niezależnie od innych. Potem dla skutecznej obrony, rody i plemienia łączyły się w większe jadnostki, na czele których stali wodzowie, zwani kacziowie lub księża. Ci zakładali w grodziskach swoje stolice, czyli zamki obronne, początkowo drewniane.

B. Słowianie.

Naród polski to jedna z największych i najżywotniejszych gałęzi potężnego pnia słowiańskiego. Słowianie podobno przed wiekami przywędrowali z Azji i osiedli w środku Europy. Między IV a VI stuleciem po narodzeniu Chrystusa, w czasie wędrówki ludów, Słowianie rozprzestrzeniają się w dwóch kierunkach: na zachód posuwają się daleko aż w granice dzisiejszych Niemiec i Szwajcarii, gdzie podobno do dziś znajdują się ślady słowiańszczyzny, a na południu spod Sudetów i Karpat docierają aż do morza Śródziemnego, tocząc zajadłe boje z cesarstwem rzymskim tak, że Justynian w r. 546 szuka z nim przymierza.

Tu na południu Słowianie dali początek narodowości słoweńskiej i chorwacko - serbskiej.

Pierwsze historyczne państwo Słowian założone zostało przez Samona (627-662), zespalając plemiona słoweńskie do walki z nawałą germańską. W IX wieku państwo Słowian rozciąga się od Łaby do Dniepru, od Morza Śródziemnego do Bałtyku. Między Wisłą, Sanem, a Karpatami mieszkają Chrobatowie Biali, za Sanem Czerwoni.

Państwo Wielkomorawskie 822-907 broniło Słowiańszczyzny przed naporem germańskim i szerzyło kulturę chrześcijańską. Niedobitki tego państwa szukają schronienia za Karpatami.

O wytrwałości Słowian w boju mówi Widukind: „Jest to naród twardy i wszelkie trudy znoszący, przyzwyczajony do najpodlejszego pożywienia, a co nawet (Niemcom) ciężkim być się zdaje, to oni z wesołą znoszą twarzą. Wolność przenosząc nad wszystko, chwytają za broń pomimo tylu porażek”.

Dziwny to zaiste naród słowiański. Od przedhistorycznych czasów w Europie osiadły, do VI wieku po narodzeniu Chrystusa nie daje o sobie znaku życia. Przechodząc spod jednego jarzma pod drugie, idąc w niewolę Sarmatów, Gotów, Hunnów, zapełnia targi niewolnicze tak, że jego nazwisko staje się synonimem niewolnika (scalvus czyli niewolnik), a mimo to przetrwał wszystkie najazdy i tyranie. Klucza tej wielkiej dziejowej tajemnicy należy szukać w charakterze Słowian. Podług Bizantyjczyków: „jest to lud rosły, silnie zbudowany, z płowymi włosami, prostaczy i nie podstępny. Żyje w lasach i ukrytych miejscach, buduje sobie biedne i nieczyste chaty, daleko jedna od drugiej oddalone, cały w familijnym zamknięty życiu. Dlatego tak wielką ziemi przestrzeń zabiera. Kontemplacyjny z natury, namiętnie do ziemi przywiązany, o wygody i dobre pożywienie mało dbający. Stąd powiadają o nim, że wolność i równość nad wszystko ukochał. Oddany rolnictwu i chowu bydła szanuje wolność i nie zna kradzieży. Gość jest świętą dlań osobą, którą raczy wszystkim, co ma. Podstawą jego natury jest głęboka religijność. Religijność wybija swe piętno na wszystkich jego czynnościach”. Takimi walorami duszy obdarzony przetrwał wszystkie burze, a ziemi swej nie opuścił. Większość parafian siedliskich to psychofizyczne odbitki swych przodków Słowian.

C. W granicach państwa polskiego.

Ze świetnych i genialnych rządów Bolesława Chrobrego Biała Chrobacja od Przemyśla po Kraków, w wyniku zwycięstwa nad Czechami została formalnie włączona w granice Polski w r. 999, dzieląc z początku chwałę mocarstwowości nowej swej ojczyzny, a później przeżywając jej łzawe i krwawe losy.

Według Długosza w r. 1024 Włodzimierz, syn Wołodara, księcia przemyskiego korzystając z wyprawy Bolesława Chrobrego do Danii, napadł na Polskę i rozniósł po kraju grabierze i mordy aż po miasto Biecz (Długosz - Dz. Polski, tom I, Kraków, 1867, str. 486).

W roku 1241 przeżywa straszny najazd Tatarów, plagę, jakiej świat nie pamiętał od czasów najazdu Hunnów. Niezliczone tłumy dzikiego ludu, rzezie, pożagi, gwałty znaczyły drogę ich strasznego pochodu. Tędy przez Małopolskę prowadził hordy sam Batuhan, zostawiając po sobie w tym pasie południowym jedną pustynię. Miasta i wsie leżały w perzynie: ludność częścią wycięta, częścią się w lasach tułająca, nieład i nędza to obraz okropnej niedoli kraju. W roku 1259 Tatarzy znowu z ogniem i mieczem wpadli w ziemie sandomierskie i krakowskie. Napad ich za Leszka Czarnego był najsroższy. Gdy się Nogaj dzielił łupami z Telebugą, pokazało się samych dziewcząt 21000. jednego Polaka sprzedawali po jednej grzywnie. W roku 1287 zapędzili się Tatarzy aż po Stary Sącz, skąd bł. Kinga schroniła się na zamek w Pieninach.

W roku 1266 najeżdża te ziemie wraz z Litwinami książę ruski Swarne.

Od roku 1300 do 1385 Małopolska dostaje się pod panowanie czeskiego Wacława. Tak to te okolice wystawione były stale na wpływy obce: czeski, węgierski, ruski na ustawiczne najazdy tak, że z czasem wyrobiły sobie zupełną od Wielkopolski odrębność. Wielkopolanie mieli się za Polaków w przeciwieństwie do Małopolan.

Dopiero Władysław Łokietek czyni Małopolskę prawdziwą Polską, gdy w Krakowie koronuje się na króla polskiego w r. 1320.


Bączałka umieszczona na mapce posiadłości Benedyktynów Tynieckich jako osada należąca do tego klasztoru na przełomie XI i XII wieku obok Brzostka, Kleci, Januszkowic, Dęborzyna, Tuchowa, Rzepiennika, Siepietnicy (Andrzej Żaki – Biecz – Studia Historyczne 1963, str. 55).

Kamienica Górna figuruje w dokumencie Leszka Czarnego z r.1288, w którym nadał klasztorowi tynieckiemu prawo zakładania miast i wsi na prawie niemieckim. Wymienia w tym dokumencie szereg wsi, powstałych w drugiej połowie wieku XII, lub pierwszej wieku XIII, jak: KAMIENICA GÓRNA, Ujazd, Krajowice, Skurowa, Cieklin, Ołpiny (Kod. Tyn. Nr 36).

Kazimierz Wielki, król Polski, wydaje 15 czerwca 1353 roku w Krakowie dokument, w którym oddaje żołnierzom (milites) Chodkonowi, Piotrowi i Ostakonowi, synom Jana (Iwana), stąd Iwanowiczom, Rusinom, następujące wsie: Klecie, Błaszkową, Małą, Januszkowice, Skurową, Gogolów, Glinik, Czermną, Dębową, Brzeziny, SMARŻOWA, SIEDLISKA, GORZEJOWA, KAMIENICA i ich następcom we wieczyste posiadanie za zasługi oddane królowi i państwu w wojnach przez króla prowadzonych (Kodeks Małopolski T. III. dok. DCCI).

Takie nadania cieszyły się specjalnymi przywilejami, skoro owym dokumentem wyjmuje Kazimierz Wielki właścicieli od wszystkich sądów kasztelańskich i wojewódzkich, a poddaje ich jedynie sądom królewskim.

Gorzej na tym wychodzili poddani to jest kmiecie, bo mieli być odtąd sądzeni i karani tylko przez owych rycerzy Iwanowiczów, a za tym zdani na ich łaskę i niełaskę – według surowych, wschodnich, wojskowych praw.

Ci Iwanowicze na podstawie dokumentu z dnia 26 lipca 1377, wydanego w Bełzie, otrzymali od Ludwika Węgierskiego nowe posiadłości: Goraj i miasteczko Kraśnik z kilkoma wsiami (Kod. Dypl. Małop. Dokum. DCCCXCIV).


W okresie wykluwania się państwowości polskiej, w okresie wojennym wyłaniają się na wsi dwa stany: rycerz (lech) i kmieć.

Rycerz oddaje się wojennemu rzemiosłu, rośnie w chwałę, znaczenie, staje się szlachcicem i wynosi się ponad kmiecia. Ziemie, które posiada, napełnia jeńcami, niewolnikami, którzy stają się jego poddanymi. Kmieć to z początku wolny obywatel, z powołania swego rolnik, żywiciel kraju. Z czasem kmieć wchodzi zależność od rycerza, a wreszcie w poddaństwo. Obowiązki ludności wiejskiej od XIII w. są liczne i ciężkie:

  • podatek – poradlne 12 groszy praskich od łana.
  • przewód.
  • wywóz.
  • mostne .
  • pel.
  • stróże.
  • przewożenie wojsk.
  • wybieranie fos przy grodach.
  • wycinanie lasów.
  • stawianie mostów.
  • łapanie złoczyńców.
  • pilnowanie porządków po wsiach i opolach.
  • daniny w zbożu, miodzie, zwierzętach domowych uiszczanych panu włości lub przejeżdżającemu księciu.
  • robocizna (pańszczyzna) jako najgłówniejszy obowiązek.
  • zabroniono plebejom kupować, trzymać i posiadać wieczyście lub zastawem wszelkie dobra prawu ziemskiemu podległe.
  • tylko jeden, a najwyżej dwóch poddanych może w ciągu roku przenieść się do innej wsi.
  • zbiegłych poddanych stawiać należy przed sąd ziemski.
  • graniczono plebejom dostęp do stanowisk i godności świeckich i duchownych.
  • zakazano kmieciom zaciągać długi u mieszczan „na zabytki i kosztowne stroje”.
  • wzmocniono zwyczaj sądownictwa patrymonialnego, które nie kierowało się prawem pisanym, ale zwyczajem, a faktycznie wolą pana. Ten system sądownictwa oddał chłopa całkowicie w ręce pana.

Proces uzależnienia chłopa odbywał się powoli, ale ciągle. W XV wieku gotowe już było jarzmo na chłopa. Kiedy w roku 1447 Kazimierz Jagielończyk wizytował Akademię Krakowską, mistrz Jan z Ludzinka miał do niego przemówić w te sowa: „Bogactwem słynie nasza Polska – ach czemuż chłopi żyją w niewoli? Czemu ich tak uciskają, jak niegdyś synów Izraela uciskał faraon: więcej, niż ludzi kupionych, więcej niż do niewoli wziętych? Znieś, królu, niewolę chłopów! Pomnij, że ze wszystkich nieszczęść najcięższym jest niewola. Przywróć wolność chrześcijanom zamieszkującym to królestwo: jasną jest bowiem rzeczą, że natura wszystkich ludzi urodziła równymi”.

Los chłopów polskich został przypieczętowany Statutem Piotrkowskim, podpisanym przez Jana Olbrachta w roku 1496. Oto jego postanowienia:

Szlachta pochodzi od niemieckiego słowa Schlacht – bitwa. Dla wyróżnienia się od kmiecia rody rycerskie przyjęły specjalne znaki na tarczach, zbrojach i zamkach, których tylko rycerze mogli używać, zwane herbami, a przywiezione z zachodniej Europy. Z tymi znakami połączono dawne hasła, po których poznawali się w bitwie, czy na zjazdach członkowie rodu, głośnie wykrzykując je np. Gryf, Habdank, Korczak, Ciołek, Swinke, Trąba, Półkoza, Leliwa, Nałęcz, Poray, Topór, Prus, Korab, Ślepowron, Sulima, Pogoń, Kościesza, Ostoja, Grabie, Lubicz, Radwan, Lie, Róża itp.

Szlachtę polską tak charakteryzuje Ksiądz Jan Długosz (sam zresztą szlachcic) w XV wieku: „Szlachta polska sławy chciwa, do łupieży skłonna, niebezpieczeństwem i śmiercią gardząca, w obietnicach nie słowna, poddanym i niższym ciężka, w języku nierozważna nad możność rozrzutna, panującemu wierna, rolnictwu i chowu bydła oddana, dla obcych i gości ludzka i powolna, celuje gościnnością nad inne narody”.

Chłopów polskich zaś tak określa tenże ks. Długosz: „Gmin wiejski skłonny do pijaństwa, kłótni, oszczerstwa i zabójstwa: trudno znaleśc naród inny tak okalany domowemi zabójstwy i klęskami. Nie wzdryga się żadnej pracy, ani ciężarów, głód i zimno znosi cierpliwie, kocha się w zabobonach i gusłach, nowości chciwy, drapieżny i cudzego chciwy, w budowlach niedbały, przestaje na sprzętach podłych, lekkomyślny i śmiały: „ umysłu gorącego, nie ukrócony, postawy i ruszenia przystojnego, siły wielkiej, wzrostu wysokiego i wyniosłego, budowy ciała silnej, członków zręcznych, barwy pomieszanej, czarnej i białej, zuchwały”.

XVI wiek, złoty wiek kultury polskiej, jest równocześnie wiekiem pogłębiającej się eksploatacji chłopa.

Folwarki powiększają się kosztem chłopa: kmieciom z 2 lub 1 łanu zostawiają pół lub ćwierć łanu.

Folwark pochodzi od słowa niemieckiego Vorwerk. Werk – ziemia. Pańska ziemia miała pierwszeństwo, stąd ver Werk, zpolszczona folwark.

Wsie na prawie niemieckim tzn. rada z sołtysem rzadzi wsią i sądzi ją. Sołectwo – grunt wolny od czynszu wraz z władzą sądowniczą nad mieszk. wsi.

Wójtostwo – grunt wolny od czynszu wraz z władzą sąd. nad mieszk. miast. Miastem rządziła rada miejska, założona z wybieranych rajców z burmistrzem na czele. Sądy  sprawowały ławy (kilku lub kilkunastu ławników) pod kierownictwem wójta.

Powinności chłopa wobec pana wzrastają: czynsze pieniężne, daniny w naturze, robocizna „na pańskiem” w drugiej połowie XVI wieku jako norma wynosi 3 dni w tygodniu, a w niektórych dobrach dochodzi do 5, a nawet 6 dni w tygodniu. 

Pańszczyznę jako zło społeczne potępiają sami przedstawiciele szlachty. I tak ksiądz Piotr Skarga jako prorok narodowy, ubolewając nad dolą chłopa pańszczyźnianego, zapowiada upadek państwa: „O, co się łupiestwa nazbierało między ludźmi, zwłaszcza pany! Jakie poddanych i kmieci obłupienie, jakie uciski wszędzie! O, jak jest wiele w tym królestwie poddanych ubogich, na które i królowie złym niektórym ludziom i krwi żarłokom, tyrańskiego i łakomego serca wilkom, dożywocie, nie wiedząc, aby tacy być mogli, zapisali! Którzy uciążeni, umęczeni od nich, śmierci tylko złych onych urzędników czekają. A ledwie jest inne lekarstwo na ich wybawienie dla trudnej sprawiedliwości okrom samej śmierci. Grzechy te i opresje tyrańskie wołają do Pana Boga, a bez pomsty być nie może, które się na wszystkie królestwo obali....”.

W połowi XVII wieku pożoga straszliwej wojny przeszła przez kraj. Panowie znowu swe straty powetowali na chłopach. Położenie chłopów w tym okresie przedstawia ks. Fabian Birkowski w zagrozą przejmujących słowach: „Depcą nasi Polacy po swoich poddanych, z których troje niewidy robią: przez arendy i zastawy, przez łupiestwa i więzienia, a te ciężkie rozmaite, przez robocizny wielkie, od których i dni święte wybiegać się nie mogą. Na koniec ich bez sądu, bez przyczyny zabijają, ledwie nie swą ręką, drudzy wieszają, ścinają...”.

Nieszczęśliwy król Jan Kazimierz w duchu wiary widzi i odczuwa potop fatalnych skutków dla tonącej już wtedy Ojczyzny z powodu ucisku i krzywd najliczniejszego stanu Rzeczypospolitej.

Dlatego postanawia rewizję i reformę tego stanu rzeczy uroczystym aktem religijno – państwowym w roku 1656 dnia 1 kwietnia w swych wiekopomnych Ślubach: „Gdy zaś z wielkim bólem serca wyraźnie widzę, że za łzy i ucisk włościan Syn Twój, Sędzia sprawiedliwy, smaga królestwo moje w ostatnim siedmiu leciu powietrzem, wojnami i innymi klęskami, przeto przyrzekam i ślubuję, że po przywróceniu pokoju wraz ze wszystkimi stanami, wszelkich użyję środków celem odwrócenia dalszych nieszczęść i postaram się, aby lud w mym królestwie od wszelkich obciążeń i niesprawiedliwego ucisku uwolnić”.

Niestety ani król, ani z nim ślubujące stany nie dotrzymały, nie wypełniły tego zbawiennego dla Ojczyzny przeznaczenia.

Położenie chłopów nie zmieniło się na lepsze. Ciężki ich los realistycznie i plastycznie przedstawia Wacław Potocki, poeta XVII, z Podkarpacia, z Łużnej w wierszu:

 „Ten wzgardzejszy od życia albo od cygana

Wszyscy go ze skóry łupią, począwszy od pana.

Nie jeden się też wiesi, woli na powrozie,

Niż umrzeć od bicia, albo w gąsiorze na mrozie.

Panowie okrutni śmieją iść, zatrapiwszy człeka, do kościała,

Pełne oczy krwi, pełno krzyku mając uszy!

Chycel psa do jednego razu psa bije w mieście:

Jemu trzeba tysiąca, małe kijów dwieście,

Na człeka, na bliźniego, co mu winien tyle,

Nie mając miłosierdzia, co wody z kamienia.

Wół w niedzielę ma od jarzma, od pługu

Kmieć z kuny lub gąsiora, nie oddali długu

Choć nigdy nie pożyczał od pana szeląga,

Ze skóry szyje w robocie oblazłą wyciąga

Skoro się kmieć wyrobi, żebrze chleba póty,

Póki chodzi, aż zdechnie pod cudzymi płoty

Chłopi naszymi bliźnimi, bo są ludzie wedle apostoła,

Bracia, jednego z nami członkami kościoła:

Czemuż się katolicy dziś na to odważą,

Swoją handlować bracią, pogańską przedażą,

Z bydłem wraz inwentując katolików kmieci,

Gdzie mu wszystkie, począwszy od żony, od dzieci,

Duszą nawet wolno wziąć z gardła temu, co go

Zapłacił, a dopieroż jeśli kupił drogo”

(Al. Bruckner: Dzieje Literat. Polskiej, tom I, str.341).

Jakiż to koszmarny los chłopa pańszczyźnianego w XVII wieku! Niestety prawdziwy, bo relacjonowany przez samego szlachcica, Poetę naszych okolic.

A dalej tenże:

„Com pisał, na Bożym się sprawię trybunale:

Ten widzi, bo do niego co godzina idę,

Że to ani na hańbę, ani na ohydę,

Ale piszę, bojąc się własnego sumienia,

Kiedy zawarte wszelki sposób do mówienia,

Jakoż i pismo wyniść na ludzkie oczy?

Abo go spalą, abo mól w kącie roztoczy.

Choćby i wyszło – tyle ogłosu uczyni,

Co drumka abo mucha w hirkańskiej pustyni”.

(ibid. s 343).

Ślepa i głucha w swoim egoiźmie była szlachta na problem pańszczyzny. Te podstawowe zagadnienia społeczne, ten problem wiecznie jątrzący ujmuję w formę satyry (dla salwowania się przed bracią – szlachtą) w pierwszych latach XVII wieku (ok. 1605) Piotr Zbylitowski w satyrze: „Rozmowa Szlachcica Polskiego z Cudzoziemcem”. Satyra podwójna: na stan Rzeczypospolitej w pytaniach cudzoziemca, a w odpowiedziach Polaka na polski zwyczaj zadowolenia z siebie i przechwalania się. Poruszają między innymi zdzierstwo poddanych. Cudzoziemiec radzi ustanowić jakie prawo na to zło, a Polak opowiada ówczesnym sloganem „nierządem Polska stoi”. Na końcu swej satyry post scriptum do czytelnika, niby do siebie mowi Zbylitowski: „Ja cię strofuję, ale ja taki sam jak i ty: narzekam na zbytki, ale i umnie znajdziesz nie jeden atłas i aksamit. Wiem, że to złe, ale cóż mam robić? Wolę już pić i stroić się i wyprzeć się wszystkich swoich książek, niż przyjaźni i miłego towarzystwa Stach lub Marcina” (St. Tarnowski, HPL, t. II, s. 49).

Szczerze przedstawił Piotr Zbylitowski psychikę współczesnej sobie szlachty tutejszego regionu. Psychologiczne zjawisko ucieczki od rzeczywistości, od refleksji, od trudu, od ofiary. Ucieczka ta według Zbylitowskiego następowała przez pijaństwo, wytwarzające stany rauszowe, błogie, anulujące wszelkie hamulce etyczne i humanitarne: przez maskę atlasów i aksamitów, bogatych strojów, podkreślającą wysoką rangę szlachty: przez powtarzanie, naśladownictwo słów i czynów, zauważonych u drugich: przez towarzyskość, czyli świadomość podobieństwa, skłaniającej do wzajemnej przyjaźni („wolę już pić, stroić się, wyprzeć się wszystkich książek, niż przyjaźni Stach lub Marcina”). Wytworzyła się elitarna, ekskluzywna etykieta dworska, która przeszła w panujący zwyczaj, przybierający moc prawną. Szlachta polska zamknęła się w izolowanej od otaczającej jej rzeczywistości twierdzy własnego egoizmu, bronionej pychą i chciwością.

Stąd niepojęcie głuchą pozostała na roztropne, oszczegawcze głosy X. Skargi, X. Birkowskiego, Frycz – Modrzewskiego, Wacława Potockiego, króla Jana Kazimierza, Konstytucji 3  maja, Tadeusza Kościuszki i wielu innych odnośnie polepszenia doli chłopa i zniesienia pańszczyzny.

Nie wzruszyła jej nawet tragedia Ojczyzny w trzech rozbiorach, ani chytra taktyka zaborców w sprawie włościańskiej.

Dopiero taran krwawej rewolucji społecznej zburzył tę skostniałą twierdzę egoizmu, pychy i chciwości.


  1. Światło wiary, kościół, parafia w Siedliskach.
    1. Ornaty: białe 6 sztuk, czerwone 5, zielone 3, fioletowe3, czarne 4.
    2. Kapy: jedna zielona, jedna czerwona, jedna czarna.
    3. Alby w ilości 14, komże kapłańskie 3, dla ministrantów 6, obrusów 3.
    4. Chorągwi wielkich 3, małych 3, obraz bracki do noszenia z 4 sznurami koralików.
    5. Dzwonów na dzwonnicy 3 i jedna sygnaturka, dzwonków małych w kościele 7.
    6. Lichtarzy cynowych 6, drewnianych posrebrzanych i pozłacanych 18, malowanych 1.
    7. Księgi kościelne: mszałów 4, mszałów rekwialnych 2, agenda wielka 1, item półagenda, agendek małych 2, Ewangeliki, Ogród Różańcowy, Album Różańcowe, Graduał, antyfontarz, pisane kazania Węgrzynowica sub titulo „Nupito Agni”.
      1. Dom mieszkalny proboszcza – plebania. W r. 1745 w samą Wielkanoc spaliła się plebania ze wszystkimi sprzętami, przez pożar przypadkiem spowodowany. W tym samym roku, własnym kosztem wybudował nową, drewnianą, ówczesny proboszcz Ks. Dr. Antoni Paulusiński. Składała się z 4 izb mieszkalnych i przedsionka. Kryta gontem.
      2. Osobny dom dla służby, w którym mieściła się służba dla księży. Vis a vis tego domu stał spichlerz i studnia.
      3. Stajnie osobno dla koni, osobno dla bydła, wołów i owiec.
      4. Cztery gumna, wozówka i szopa.
      5. Łan ziemi, który rozciągał się od rzeki płynącej przez Siedliska, aż do granicy wsi Głobikowa: od wschodu graniczył z wsią Smarżowa, a od zachodu z gruntami dworskimi dziedzica Siedlisk Górnych.
      6. Ogród warzywny, dosyć obszerny, dobrze ogrodzony.
      7. Dwie łąki: jedna koło plebani, druga w Kamionkach.
      8. Trzy stawy.
      9. Las i krzaki na opał.
      10. Na gruncie plebańskim trzech osadników (zagrodników), z których jeden pracuje dwa dni w tygodniu, dwaj inni po jednym na rzecz probostwa w ramach pańszczyzny.
      11. Dziesięcina snopowa i zbożowa z Siedlisk Dolnych, Kopalin, Gorzejowej Dolnej, Środkowej i Górnej. Dziesięcinę ze wsi Smarżowa płaci Franc. Raczyński w pieniądzach – 80 florenów. Grudna Dolna płaci 40 florenów, Grudna Środkowa 30 florenów, a Górna (Gołębiówka) 30 florenów.
      12. Meszne z ról kmiecych wsi siedliska: z każdej roli korzec pszenicy i korzec owsa: meszne z posiadłości Siedliska Górne 7 korcy pszenicy, 7 owsa (po 4 korce pobiera obecnie, o resztę spór na Konsystorzu Krak.)
      13. Dziesięcinę z Bączałki i Kamienicy Górnej spór w Konsyst. Krakowsk. Zamiast dziesięciny odrabiają proboszczowi kmiecie po 2 dni, zagrodnicy po jednym w roku.
      14. Pobiera 35 florenów od sumy kapitału 500 fl. zapisanych przez Stanisł. Dunin Rzuchowskiego na zamku w Bieczu w sobotę po Nawróceniu św. Pawła, w r. 1649, ubezpieczonych na dobrach siedliskich.
      15. Dalej 9 flor. 24 grosze od sumy kapitału 140 flor. ubezpieczonych na dobrach Grudna Dolna, zapisanych przez Stefana z Zabierzów  Zabierzowskiego, na zamku w Bieczu we wtorek, we wigilię przed świętem św. Mateusza Apost. i Ewag. w r. 1650.
      16. Również co roku na św. Marcina pobiera proboszcz 50 florenów z karczmy siedliskiej.
      17. Za duszę fundatorów Stanisława i Cecyli Rzuchowskich 52 Msze św. rocznice i wypominki z ambony w każdą niedzielę i święto.
      18. Za duszę Józefa i Anny Dydyńskich, oraz ich rodziców 64 Msze św. rocznice.
      19. Za duszę Stojowskich 12 Mszy św. rocznie.
      20. Za duszę Wojciecha, Anny i Teresy Błędowskich 52 Msze św.
      21. W każdą niedzielę i święto Msza Św. za parafian według Konstytucji Benedykta XIV.
      22. Za duszę Bartłomieja Olszowskiego 26 Mszy św. rocznie, z racji dodatku kongruy proboszcza.
      23. Za duszę diecezjan zmarłych w ciągu roku.
      24. Za dusze poprzedników proboszczów tej parafii – Officium Defunct. cum Laudibus i Msza św. śpiewana w ciągu oktawy Wszystkich Święt.
      25. Memento we Mszy św. za żyjących, jak i za zmarłych dobrodziejów koscioła.
      26. Memento za zmarłych kapłanów w tej parafii.
      27. Wypominki z ambony, po kazaniu, za dusze zmarłych fundatorów, dobrodziejów oraz kapłanów.

A. Chrześcijaństwo w Polsce

Światło Ewangelii, według powszechnego zdania historyków zabłysło najpierw na południu Polski.

Starożytną drogę do Dukli przez Żmigród, Jasło (Jassel), Pilzno, Tarnów do Krakowa i dalej, przyjeżdżali kupcy z południa, przywożąc broń żelazną, strojne szaty w zamian za cenne futra leśnego zwierza. Wraz ze swymi towarami przywozili ciekawe nowiny o Rzymie, o papieżu, o nowej religii. Za kupcem zjawia się czasem mnich, by opowiedzieć ludowi jeszcze pogańskiemu Dobrą Nowinę o Bogarodzicy, o jej kochającym, matczynym sercu dla ludzi, o jej Wielkim Synu, Bogu Zbawicielu.

To chwytało dobre, czułe serce Słowianina. Przyjęci w domu Piasta obcy przybysze, którzy uczestniczyli w postrzyżynach młodego Ziemowita, podobni są bardzo do księży apostołów, których Rościsław rozesłał po Słowiańszczyźnie.

Ślady obrządku słowiańskiego to nazwy popa i cerkwi do XV wieku. Jeszcze w XVI w. protestanci nazywają księży polskich „popami rzymskimi”.

O słowiańskim kościele św. Krzyża i klasztorze benedyktynów, założonym przez Jadwigę i Jagiełłę na Kleparzu w Krakowie w 1390 pisze Ks. dr. Józef Kruczkowski, prob. kościoła św. Floriana w r. 1886. Stanął ten kościół podobno na gruzach innego z X w. także słowiańskiego.

Służbę Bożą benedyktyni sprowadzeni z Pragi według obrządku łacińskiego, a w języku słowiańskim (głagolica). Świątynia ta zgorzała w czasie wojen szwedzkich, za Jana III odbudowana, a w XVIII w. spalona przez Rosjan. Pozostałe mury  rozebrano w r. 1817 i sprzedano na publicznej licytacji plac i dwa domki do kościoła należące.

W IX wieku apostołują św. Cyryl i Metody. Od nich przyjął się w Małopolsce obrządek słowiański, jak o tym świadczą najstarsze kościoły w ziemi krakowskiej. Hipoteza o obrządku słowiańskim w Małopolsce zyskuje coraz więcej zwolenników wśród współczesnych historyków. Oficjalnie przyjmuje Polska Chrzest w roku 996.

Owczesna racja stanu nakazała Mieszkowi I przyjąć obrządek łaciński. Zrozumiała rzecz z przesłanek psychologicznych natury słowiańskiej, że chrześcijaństwo bardzo powoli zajmowało pozycje zakorzenionego od wieków pogaństwa, które w sprzyjających zewnętrznych warunkach podnosiło niejednokrotnie głowę przeciwko nowej wierze.

Do końca XII w. nie było prawie wcale kościołów parafialnych, a tylko katedry biskupie i kaplice – kościoły przy dworach panów.

W tym czasie Piotr Dunin Włostowicz miał za pokutę postawić ok. 70 kościołów.

Kapelani zamkowi wyłamywali się spod władzy biskupiej i dopiero z czasem objęli parafie, ale nazwę „kapłanów” zachowali.

Wiele sił i energii musiał kościół poświęcać walce z wielożeństwem, ciężkim spadkiem czasów pogańskich, w czym sam Chrobry dawał zły przykład.

Jeszcze pod koniec XII w. wyklinał Gedko biskup krakowski tamtejszego kasztelana za to, że prawowitą małżonkę oddalił. Pogańskie zwyczaje i obrzędy potrafiło duchowieństwo uszlachetnić i z kościelnymi świętymi połączyć.

Sprowadzone zakony benedyktynów, cystersów, kanoników lateraneńskich, norbertanów przyczyniły się do rozkrzewienia wiary i podniesienia rolnictwa.

Po tym przybyły do Polski zakony: dominikanów i franciszkanów, którzy podnieśli wysoko pobożność i praktyki religijne.

Biskupi zwoływali kilkakrotnie w XIII w. synody. Arcybiskup Pełka rozporządził na synodzie w Łęczycy (1244), aby proboszczowie zakładali szkoły, a nie dopuszczali nikogo na nauczycieli, kto by na język polski nie umiał tłumaczyć autorów.

Arcybiskup Świnka ponowił te przepisy na synodzie w Łęczycy (1285) i zarządził, aby probostwa dawano tylko Polakom, chcąc położyć tamę zalewającej niemczyźnie.

B. Parafia w Siedliskach.

a. Początki

Pierwsza wzmianka o istnieniu tu parafii pochodzi z roku 1373.Ponieważ benedyktyni tynieccy już w XII – XIII w. byli właścicielami wiosek należących do obecnej parafii, należy przypuszczać, że już w tym czasie zbudowali dla swoich podopiecznych mieszkańców jakiś kościółek, czy kaplicę. Ich bowiem zadaniem była ewangelizacja tych terenów. Hasło swego założyciela „ora et labora” musieli realizować i w tym terenie. A do tego konieczne było jakieś oratorium.

Pierwszy historycznie w Siedliskach kapłan to Andrzej, który wymieniony jest w r. 1401 i występuje jako świadek przy nominacji Mikołaja z Pilzna na plebana czernichowskiego w funkcji rektora kościoła w Siedliskach (Kodeks Dypl. Tyn.).

Był to prawdopodobnie kapłan z zakonu benedyktynów, bo w tym czasie Siedliska do nich należą. Wyrok bowiem biskupa frekwentyńskiego z dnia 21.06.1408 r., rozstrzygający spór między klasztorem tynieckim, a obywatelami ziemi sandomierskiej i krakowskiej o 14 wsi położonych w okolicy Brzostka na korzyść klasztoru, wymienia wyraźnie wieś Smarżową i Siedliska (Kodeks Małop. III, 88,89).

Po tym długi czas milczą źródła o kapłanach siedliskich.

Pod rokiem 1508 wspominany jest bezimiennie „plebanus de Szedlyska”, który z części sołectwa w Małej płaci grzywnę i 35 gr. (Pawiński 466).

W roku 1529 był proboszczem Ks. Stanisław Zacharski i pobierał dziesięcinę ze Siedlisk, Smarżowej, Gorzejowej, Głobikówki, Grodny, Bączałki (Liber Retax. Ben. Dioec. Crac. 1529).

Następuje znowu przerwa w spisie proboszczów.

W r. 1595 figuruje jako proboszcz Ks. Maciej Kopeć z Brzezin. W tym roku (1595) przeprowadza wizytację kanoniczną parafii siedliskiej z ramienia bpa krakowskiego, księcia kard. Jerzego Radziwiłła, Ks. Krzysztof Kazimirski, prałat i kanonik tarnowski w asystencji Ks. Wawrzyńca Gruczki, prepozyta pilzneńskiego i Ks. Stanisława Zięby.

Zapytany przez wizytatora proboszcz o początki parafii, nie znał ich, ani nikt z parafian.

b. Nowy kościół drewniany – 1614.

Po spaleniu się poprzedniego kościoła zbudowano nowy „ecclesia moderna” w r. 1614. Fundatorami jego byli: Zofia Kowalewska i Wojciech Oświęcim, ówcześni właściciele Siedlisk.

Wewnątrz nad drzwiami wyrzeźbiono dwa herby Radwan, wspólne rodzinom Kowalewsich i Oświęcimów i początkowe litery Z. R i W. O. i r. 1614. W środku były jeszcze litery W. Z. przedzielone krzyżem, odnoszące się do nazwiska ówczesnego proboszcza (Wojciech Ziajski) – (Bogusz str. 11).

Do dobrodziejów tego kościoła zalicza się także rodzinę Duninów Rzuchowskich ze Skrzynna, którzy przy końcu XVI w. występują w aktach jako właściciele Siedlisk Dolnych, należących przed tym do Oświęcimów.

Zachowały się po nich dwie tablice kamienne, nagrobkowe: jedna z łabędziem nieudatnie rzeźbionym i napisem: „Na cześć i chwałę Panu Bogu kosztem swym zmurował Stanisław Dunin Rzuchowski roku 1648”.

Druga ozdobniejsza ma po rogach 4 herby: Łabędź, Habdank, Rawicz, Topacz i napis: „D. O. M. Stanisław Dunin Rzuchowski ze Skrzynna rękami swemi położył – umarł roku 1666 dnia 13 miesiąca maja. Boże bądź miłościw chrześcijaninowi”.

W zakrystii była umieszczona płyta miedziana z portretem Aleksandra Rzuchowskiego z r. 1668. Ale jej obecnie nie ma.

Kościół był drewniany pod wezwaniem Narodzenia Najświętszej Marii Panny. Prawo patronatu mieli wtedy Wojciech i Florian Oświęcim, oraz Hieronim Kowalewski. Kościół posiadał wtedy dwa srebrne kielichy, pacyfikał, krzyż, monstrancję. Istniała wikarówka i szkoła. Do parafii należały te same wsie, co dziś.

Ale mały to był kościółek: drewniany, skromny wraz z  również drewnianą dzwonnicą.

Służył jednak parafii prawie przez 300 lat, do roku 1904, by zrobić miejsce nowemu, murowanemu, monumentalnemu kościołowi.

c. Życie religijne w kościele r. 1614.
a) Fundacje

Fundacje, aczkolwiek z „mamony niesprawiedliwości” (z krzywdy chłopskiej), są dowodem żywej wiary i pobożności o charakterze eschatologicznym.

Za genezę tych fundacji należy uważać szczególnie nieszczęśliwy rok 1622 dla Małopolski, rok moru, który pustoszył miasta i wsie, pokrywając kraj mogiłami. W tym roku wdzięczni mieszkańcy Tarnowa za cudowne ocalenie od moru, który wokół mnóstwo porywał ofiar, nadesłali do cudownego obrazu w Tuchowie wotum srebrne wielkich rozmiarów z napisem „Tarnoviensie Civitas Patrocino Beatissimae V. Tuchoviensie a peste liberata, ex voto Communitatis dicavit, inno Salutis 1622”.

Podobnie sąsiednie miasto Pilzno w czasie moru zostało prawie zupełnie wyludnione. Nieliczni pozostali przy życiu jego mieszkańcy zwrócili się o pomoc i ratunek do Matki Boskiej Tuchowskiej. Nie zawiedli się i nadesłali wotum do cudownego obrazu.

Również i Biecz w podobnej krytycznej sytuacji to samo uczynił (O. Wład Szołdarski C.SS.R. – Historia Cud. Obrazu NMP. W Tuchowie, Cieszyn 1920, str. 9).

Analogicznie i na mieszkańców tutejszej parafii działa zasada „Jak trwoga to do Boga”.

W roku 1649 robi fundację na ręce Ks. Wojciecha Ziajskiego Stanisław Dunin Rzuchowski z kapitału 500 fl. na 52 Msze św. rocznice, oraz wypominki z ambony  w każdą niedzielę i święta za duszę fundatorów Stanisława i Cecylii Rzuchowskich.

W roku 1650 na ręce proboszcza Ks. Marcina Nierzejowskiego czyni fundację Stefan Zabierzowski, dziedzic Grudnej na 9 Mszy św.

W roku 1686 zapisuje kościołowi siedliskiemu Stanisław Jordan Stojowski 500 fl. kapitału za proboszczowania Ks. Marcina Bedajowicza.

Za rządów proboszcz Mateusza Krzysztosika w roku 1691 dziedzic Głobikowej zapisuje 100 florenów.

Józef de Dynia Dydyński, dziedzic środkowej Smarżowej, zapisał 70 fl. od sumy kapitału 1000 fl. na zamku bieckim we środę przed świętem Szymona i Judy Tadeusza roku 1707 za proboszczowania Ks. Pawła Kurzewskiego z obowiązkiem odprawienia 64 Mszy św. rocznie za duszę Józefa i Anny Dydyńskich, oraz ich rodziców.

Fundacje te to egoistyczna asekuracja nominalnych fundatorów kosztem upośledzonych chłopów.

b )Bractwo Różańca św. N.M.P.

Pismem z dnia 31 sierpnia 1691r. Ks. Stanisław Szembek, biskup sufragan i oficjał krakowski zezwolił na erekcję tego bractwa przy kościele siedliskim, a 21 października tego roku zaprowadzili je kanonicznie i uroczyście w tymże kościele Ojcowie Dominikanie. Promotorem tego bractwa został miejscowy proboszcz.

Na uposarzenie tego bractwa składały się następujące czynsze:

1. 50 florenów  od sumy kapitału 1000 florenów, ubezpieczonych na dobrach Siedliska Dolne, a zapisanych przez Stanisława Dunin Rzuchowskiego w grodzie bieckim w sobotę przed św. Wawrzyńcem.

2. 70 florenów od sumy kapitału 1000 florenów zabezpieczonych na dobrach wsi Zawadka i Siedliska Górne, zapisanych w Bieczu przez Jana Franciszka (2 im) Trzecieskiego, podczaszego dobrzyńskiego, we Wielki Czwartek 1708 roku.

3. 70 florenów od sumy kapitału 1000 florenów, zabezpieczonych na dobrach Siedliska Dolne, zapisanych przez Stanisława i Aleksandra Rzuchowskich w Bieczu 1691r. W sobotę po niedzieli Cantate.

Do dziś dnia rola w kierunku „Bani” i „Kopalni” nazywa się „Różaniec”. Nikt z miejscowej ludności nie zna genezy tej nazwy.

Proboszcz siedliski jako promotor  tego bractwa miał określone obowiązki (Inwentarz kościoła z r. 1749).

c ) Obraz Matki Boskiej łaskami słynący.

To cenny skarb kościoła z r. 1614, przekazany jako przedmiot osobliwego kultu maryjnego nowemu kościołowi (1912).

Znawcy sztuki odnoszą jego powstanie do XVII wieku. W czasie klęski moru (1622) i „potopu” wojsk nieprzyjacielskich za przykładem króla Jana Kazimierza w jego wiekopomnych ślubach (1656) odczytał naród polski praktycznie tekst Pisma św. „Kto Mnie znajdzie, znajdzie życie i wyczerpie zbawienie od Pana” (Przyp. VIII, 35).

To też starał się na wszelkie sposoby znaleźć Maryję, by pod Jej macierzyńską opieką zachować swe życie. Stąd praktyki maryjne XVII w. I nie zawiódł się naród, ani poszczególne jednostki, bo „od wieków nie słyszano, aby kto uciekając się od Niej, miał być przez Nią opuszczony”.

Za łaski otrzymane dokumentował swą wdzięczność wotami. I z tego obrazu przemawiała łaskami. Stąd wota na nim już 1749.

Obraz ten Madonny Sedliskiej z Dzieciątkiem Jezus jest dużych rozmiarów (142 cm x 82 cm), malowany na desce z dużą dozą artyzmu. Przemawia z tego obrazu do duszy człowieka jakieś przekonywujące zatroskanie dobroci macierzyńskiej Matki Boskiej i zachęta do ufnej modlitwy.

Cieszył się ten obraz wielką czcią parafian siedliskich, bo już w roku 1749 zasłużył sobie na taką urzędową adnotację: „W Ołtarzu Wielkim na Obrazie Najśw. Panny sukienka srebrna. Item koron dwie srebrnych suto pozłocistych z kamykami czeskimi. Wotów różnych srebrnych 24”. (Inwentarz kościoła parafii siedliskiej 1749).

Tak bowiem o tym obrazie raportował swej władzy diecezjalnej, naonczas krakowskiej, ówczesny wielkiej miary proboszcz Ks. Antoni Paulusiński, dr filoz. notariusz konsystorza pilzneńskiego, senior arcybractwa kapłańskiego, radca biskupa przemyskiego (pasterzował tu 1728 – 1753).

Sukienka srebrna, korony pozłacane i liczne wota na tym obrazie w r. 1749 suponują jego kult o wiele wcześniejszy.

Tradycja uważała te wota jako świadectwo wdzięczności za ocalenie kościoła i parafian w czasie najazdu Szwedów 1655 i gorszego jeszcze napadu Jerzego Rakoczego w r. 1657, który wpadł w te strony od południa Polski na czele 40000 Węgrów, Wołochów, Cyganów i Kozaków, siejących wszędzie śmierć i pożogę. Legenda mówi, że żołnierz szwedzki spadł z dachu kościoła i zabił się, że przed Rakoczym gęsta mgła otoczyła kościół, uniemożliwiając jego rabunek.

Sukienkę, korony i wota zabrał rząd austriacki za ces. Józefa II w 1790. Mimo to wiara, ufność i wdzięczność parafian siedliskich ku swej Pani dokumentowały swą cześć nowymi wotami.

Wielkim i urzędowym czcicielem Matki Boskiej Siedliskiej był Ks. Antoni Ruminowski tut. Proboszcz, który sprawił Jej znamienne wotum na dużej, srebrnej tabliczce, obramowanej złotem, grawirowany złotem obraz Madonny Siedliskiej: z Jej otwartego serca i Serca Dzieciątka Jezus tryskają dwa silne promienie życia, które ubezwładniają stojącą poniżej śmierć w postaci kościotrupa ze złamaną kosą z dużym napisem: „In memoriam de 15.V.1903 eliberationis a morte – indignus filius Antonius Ruminowski – Siedliscensis Parochus”.  

Po polsku znaczy „na pamiątkę 15 maja 1903 roku wybawienia od śmierci - niegodny syn Antoni Ruminowski, proboszcz siedliski”.

Tego bowiem dnia dostał gwałtownego wybuchu krwi i nikt mu już życia nie obiecywał. W takiej sytuacji stawia wyłącznie na pomoc i ratunek Siedliskiej Pani, która go „do życia przywraca cudem”.

A on ze swej strony zostawia przekaz – wotum wdzięczności i staje się Jej wielkim heroldem.

Dla uświetnienia Jej królewskiej rezydencji wznoszą parafianie wspaniały, monumentalny, nowy murowany kościół. A ona szczególnie błogosławiła budowie tej świątyni tak, że nie było żadnego nieszczęśliwego wypadku.

Jednomyślna opinia parafian stwierdza, że Ona cudownie ocaliła ten kościół w czasie II – iej wojny światowej, kiedy tenże w r. 1944/45 znalazł się na długiej miesiące w odległości zaledwie 3 km od linii frontowej, rzucającej tysiące pocisków dniem i nocą na rejon kościoła, w pobliżu którego ulokowała się komenda wojenna Wehrmachtu.

Stale przez tyle miesięcy padały pociski artyleryjskie w pobliżu kościoła 50, 30, 20 metrów, nawet na cmentarz przykościelny, ale żaden  w Jej przybytek.

Wszyscy parafianie siedliscy ocalenie kościoła w czasie długotrwałego frontu uznają za cud. Matka Boska Siedliska sama została w tym kościele, gdy Jej Syn Eucharystyczny zmuszony był opuścić tabernakulum.

Jej cudowną opiekę nad kościołem uznają parafianie i w tym, że Niemcy nie wyminowali wieży kościelnej, jak to uczynili w tym czasie w Przeczycy, choć ta wieża była widoczna dla Sowietów od strony Grudnej i Bączałki, i że nie wyminowali całego kościoła, jak to robili gdzie indziej i tu zapowiadali.

Parafianie siedliscy rozproszeni na wysiedleniu między Wisłą, a Sanem, zanosili modły do swej Pani Siedliskiej o ocalenie kościoła, kapłanów i szczęśliwy powrót i owocnie zostali wysłuchani.

Piszący te słowa ma Jej wiele do zawdzięczenia. Swoje ocalenie w dniu 23.08.1944, gdy prowadzony w nocy na rozstrzelanie przez żołnierzy niemieckich, wezwawszy Jej ratunku, wyrwał się z rąk katów niemieckich w ciemnościach nocy. Szukany, ścigany przez krwiożerczego tygrysa niemieckiego zarówno w Zbylitowskiej Górze, jak Tarnowie, Nowym Sączu, stawał się nieuchwytny dzięki macierzyńskiej opiece Matki Boskiej Siedliskiej, do której miał pełne zaufanie.

Wyznaje przy tym swoją niewdzięczność, że dotąd nie złożył dziękczynnego wotum za tyle dowodów opieki.

Piszący wyznaje Jej cudowną interwencję w bardzo ciężkiej sprawie z maja 1965, sfiniszowaną szczęśliwie w lipcu tego roku.

Podobnie w marcu 1968r. zakończyła się pomyślnie 1.06.1968.

Znowu wina z braku konkretnego wotum wdzięczności. Ale to pismo niech poniekąd zastąpi wotum.

Liczba wotów na obrazie Matki Boskiej Siedliskiej wynosi obecnie 71. Ale dziesięciokrotna jest liczba niewdzięczników, którzy z różnych powodów nie składają wotów, choć jawnie przyznają się do otrzymywanych od Niej łask.

Matka Boska na tym obrazie jest rzeczywiście „łaskawa”, dobra, zatroskana o los swych dzieci.

Wiara i pobożność parafian otoczyły swą Panią aureolą królewskiego majestatu i dostojeństwa na tle dukatowego złota, złotych ram, bogato rzeźbionych umieszczając ten obraz w miejscu centralnym, w górnej części wielkiego ołtarza, pod pięknym baldachimem.   

Obraz ten uświęcony modlitwami tylu pokoleń zawiera bogaty kapitał – przekaz żywej wiary, miłości, ufności i wdzięczności.

W parafii słychać często wezwania „O Pani Siedliska”! i pieśń na mocną nutę ufności i wdzięczności: „Gwiazd śliczna, wspaniała, o Siedliska Maryjo, do Ciebie się uciekamy”...............

Może nadejdzie czas, że na miejsce srebrnych koron z XVIII wieku otrzyma Matka Boska Siedliska wraz z Dzieciątkiem złote korony, aby się urzeczywistniły słowa: „Stoi po prawicy Króla w złotogłowiu, barw okolona tęczą” (Ps. 44, 10).

d) Jak się modlili nasi przodkowie?

Od XIII wieku budzi się w Polsce życie religijne głębokie i szczere, nie poprzestające na obrzędowości zewnętrznej poprzednich wieków. Synod w Łęczycy (1245) nakazuje proboszczom, by w niedziele i święta odmawiali z ludem ważniejsze modlitwy i spowiedź powszechną (Kaję się Bogu...) po polsku.

Około r. 1270 franciszkanie głoszą kazania w języku polskim. Przed tym kazań nie głoszono, lud nie śpiewał,chyba przy procesjach Kyrie elejson: Kierlesz powtarzał – z kierleszem ruszali rycerze do boju.

Pierwszą pieśń w języku polskim ułożył franciszkanin Bogufał, spowiednik błog. Kingi w Starym Sączu. Jest nią:

„Bogurodzica, Dziewica

Bogiem sławiena Maryja!

U Twego Syna, Gospodzina

Matko zwolena, Maryja,

Ziści nam, spust winam, Kyrie elejson!

Twego dziela Chrzciciela, Bożycze,

Usłysz głosy, napełń myśli człowiecze,

Słysz modlitwę, jąż nosimy,

A dać rzeczy, jegoż prosimy:

A na świecie zbożny pobyt,

Po żywocie rajski przebyt! Kyrie elejson”.

(według rękopisu z XV wieku).

Pieśń ta wrosła w pamięć i serce Narodu naszego. Śpiewano ją w kościołach, pałacach i chatach wiejskich. Rozbrzmiewała na polach Grunwaldu, Warny, Chocimia, Wiednia itp. jako nasz hymn narodowy.

Śpiewa się ją do dziś po kościołach: szczególny wydźwięk miała w roku Milenijnym 1966.

Pieśń o świętym Stanisławie z XV wieku:

„Chwała Tobie Gospodzinie, iż o świętych cześć Twa słynie,

Która nigdy nie zginie i na wieki nie przeminie.

Wiesiel się Polska Korono, iż masz takiego Patrona,

Dostojnego Stanisława,  Jenże wyszedł z Szczepanowa”.

Błog. Władysław z Gieniowa, bernardyn z XV w. ułożył

„Zdrowaś Maryjo, my k, Tobie wołamy

Wszystkę pewność w Tobie mamy                      Zdrowa wybaw nas z padołu,

Grzeszni synowie Jewini                                      Jiż nie zagieniem pospołu

Racz prosić za nasze winy                                    Wyzwól z jeństwa dyabelskiego

Chrystusa Nazarejskiego -                                    Ukazy nam łaskawego Chrystusa Nazarejskiego”.

Od roku 1488 śpiewano po kazaniu Żołtarz (psałterz) Jezusów o Męce Pańskiej: „Jezusa Judasz przedał za pieniądze nędzne – Bóg  Ojciec Syna wydał na zbawienie duszne” itd.

Pieśń o świętej Annie:

„Anno matko łaski Bożej                          Być Pokoju od poganów

Nie racz gardzić prośby mojej                  Turków, Moskwy i Tatarów

Za mną się racz przyczynić                      Abyś my się polepszyli

Tobieć to łatwo uczynić,                           Ciebie przespiecznie chwalili

O Anno, Pani szlachetna

O Tobie jest sława wielka

Proś za nami Wnuka swego

Jezusa Nazarejskiego”.

Kolęda z r. 1435 wykazuje naśladownictwo czeskie:

„Stałać się rzecz wielmi diwna: Panna Syna porodziła przeze wszej stradze cielesnej, toć dziwne, a nowe”.

Pieśń na Boże Ciało:

„Witaj miły Jezu Chryste,

Tyś Syn z prawej Dziewki czystej,

Ty jeś za nas na krzyż wstąpił

Swąś nas święta Krwią odkupił”.

Pieśń XVII, XVIII i XIX wieku śpiewamy i dziś w naszych kościołach. Powszechną, dramatyczną formą modlitwy błagalnej i przebłagalnej było leżenie krzyżem w kościele, praktykowane do początku XX wieku. Pobożność tutejszej parafii mobilizowały bractwa i trzecie zakony.

e ) Inwentarz kościoła parafialnego z roku 1749.

Uposażenie kościoła. Kościół ten oprócz składek, zbieranych na tacę w niedziele i święta, pobiera czynsz 16 florenów od 8 krów (żelaznych), licząc od jednej 2 floreny.Także pobiera opłaty od miejsca na cmentarzu.

f ) Cmentarz.

Pierwotnie chowano zwłoki zmarłych na placu wokół kościoła. Kryła się w tym zwyczaju głęboka myśl, aby i po śmierci być blisko Chrystusa, który dał gwarancję zmartwychwstania, oraz aby wiernym żyjącym przypominać obowiązek modlitwy za zmarłych i ustawiać ich życie w aspekcie eschatologicznym.

Dawne księgi parafialne przy każdym zmarłym oznaczają miejsce jego grobu słowami: „NN  sepultus in Coemeterio ad meridiem:... ad orientem:... ad occidentem:... ad septentrionem”. To znacz pogrzebany na cmentarzu na południe, wschód, zachód lub północ od kościoła.

Znaczniejsi mieli grobowce pod sobótkami kościoła lub pod dzwonnicą.

Rodzina kolatora chowała swych członków w grobowcu w podziemiach kościoła pod wielkim ołtarzem: tu grzebano także zmarłych proboszczów. Nowy cmentarz założono w roku 1814 na obszarze 1 ha, 20 a: z czasem powiększono do ponad 2 ha.

W roku 1951 urządzono go według Statutu Cmentarnego Kurii Diecezjalnej, karczując dużo drzew, wytaczając odpowiednie aleje.

Wierni budują coraz więcej nagrobków i grobowców na tym cmentarzu.

Spoczywa na nim 2 proboszczów: Ks. Jurczak (zm. 1880) i Ks. Antoni Ruminowski (zm. 1922).

g ) Uposażenie probostwa w Siedliskach.

Na podstawie protokołu „Inwentarz kościoła parafialnego w Siedliskach spisanego pod aktem wizytacji z dnia 3 lipca 1749r.” Na uposażenie probostwa w Siedliskach składały się:

Następnie 7 florenów od sumy kapitału 100 flor. zapisanych na zamku w Bieczu, w poniedziałek przed świętem św. Wawrzyńca w r.1650 przez szlachcica Druszkowskiego z Gródnej Górnej.

Po tym czynsz 70 flor. od sumy kapitału 1000 flor. zapisanych na dobrach Gródna Górna przez Marcina Prus w Bieczu, we po niedzieli Oculi roku 1695.

Podobnie czynsz 70 flor. od kapitału 1000 flor. ubezpieczonych na dobrach Smarżowa, zapisanych przez Józefa de Dydno Dydyńskiego we środę przed świętem św. Szymona i Judy Apost. roku 1707.

Pobiera także czynsz w kwocie 35 flor. polskich od sumy kapitału 500 florenów, zapisanych na dobrach wsi Gródna Środkowa w roku 1686 na zamku w Nowym Korczynie  we czwartek przed świętem św. Franciszka. Posiada także prawo do dziesięciny ze wsi Głobikowka, dziedzicznej Światopełka Zawadzkiego, spłacane kwotą 30 flor.

Tak bogate uposażenie proboszcz siedliskiego było powodem zazdrości dworów, kmieci, a zwłaszcza biedoty wiejskiej. Egzekwowanie tych należności stawało się kością niezgody między proboszczem, a dziedzicami i chłopami. Stąd często o to procesy w Konsystorzu Krakowskim z problematycznymi skutkami dla proboszcza osobiście, a zawsze ujemnymi dla jego pracy duszpasterskiej.

Na początku XIX wieku rząd austriacki pościągał kapitały zahipotekowane, kupiono za nie obligacje, zawinkulowano je na rzecz probostwa i oddano księżom.

Wykupiono też dziesięcinę, meszne i zamieniono je na papiery wartościowe, które zaczęły tracić na wartości, by dziś stać się zupełnie bezwartościowymi.

Grunta, które do niedawna nazywano beneficium proboszcza, stały się dziś „maleficjum” z braku rąk do pracy, progresji podatkowej, danin w naturze na rzecz państwa, jak obowiązkowe dostawy żywca (tu 242 kg), zboża, ziemniaków. Dziś proboszcz chciałby sprzedać grunty, a nie ma kupców. Ziemia się zdewaluowała. Ludność ucieka ze wsi do przemysłu, który daje lepsze warunki życia, niż nierentowna praca na roli.

g).Obowiązki proboszcza siedliskiego. 

Z tytułu fundacji:

Obowiązki te redukowano proporcjonalnie do kurczenia się kapitałów fundacyjnych, aż doszło do całkowitej redukcji.

Na mocy prawa:

h ) Ks. Wikariusz i jego uposażenie.

Według Księgi Wizytacji Kapituły Krakowskiej z roku 1595 istnieje już w Siedliskach wikarówka (domus vicarialis).

Ks. Wikariusz zajmuje ten dom i ogródek doń przylegający. Od proboszcza otrzymuje roczną pensję 80 florenów, a od parafian ofiary dobrowolnie mu składane.

i ) Organista i jego uposażenie.

W r. 1749 posiada nowy dom, wybudowany przez dziedzica wsi Siedliska, na gruncie plebańskim. Proboszcz płaci mu 32 floreny rocznie. Użytkuje osobny ogród warzywny, corocznie pobiera petytę i inne przypadłości od parafian.

j ) Szpital ubogich.

Domek dla ubogich już od dawna zbudowany był na gruncie plebańskim. Ale zniszczył go ząb czasu. Dlatego na tym samym miejscu w r. 1749 postawił nowy dom pod dachem gontowym Jordan Stojowski.

Ubodzy lokatorzy otrzymują czynsz 14 florenów polskich od sumy kapitału 200 flor., ubezpieczonych na dobrach wsi Gródna Górna, zapisanych przez Prus Szumanczowskiego na zamku w Bieczu, w poniedziałek w święto Nawrócenia św. Pawła Apost. w roku 1683.

Również dostają czynsz 35 flor. od sumy kapitału 500 flor. zabezpieczonych na dobrach Siedliska Górne i Zawadka przez Jana Franciszka (2 im) Trzecieskiego, a zapisanych w Bieczu, we Wielki Czwartek 1708 roku. Obowiązkiem tych ubogich było sprzątanie, zamiatanie kościoła, dzwonienie itp.

Na mocy rozporządzenia ck. Namiestnictwa z dnia 28 maja 1868 (Ustawy Majowe) odebrano szpital ubogich z rąk proboszcza, a przekazano miejscowej, siedliskiej zwierzchności gminnej. Przekazanie formalne odbyło się w Siedliskach 28 października (środa)1868 r.

Obecni: Stanisław Rewalkowicz. ck. komisarz powiatowy, Ks. Jan Kolbuszewski (proboszcz z Jodłowej), członek i delegat powiatowy (jako narzędzie cynizmu austriackiego).

Ks. Jan Jurczak, miejscowy proboszcz, zrobił mądre, kapłańskie zastrzeżenie, że ubodzy szpitalni, na mocy istniejącego od niepamiętnych czasów zwyczaju, mają nadal pełnić posługi kościelne i z tego też tytułu, że grunt szpitalowi nadany, pochodzi z gruntu kościelnego.

Przejmowali szpital: Grzegorz Godziński, wójt siedliski (niepiśmienny) i Stanisław Piekarczyk, zastępca wójta.

Taki to legitymistyczny gwałt zadano instytucji kościelnej. Oczywiście ta instytucja charytatywna, zrodzona z ducha Kościoła, w rękach niepowołanych, w zimnej i zbiurokratyzowanej atmosferze ck. musiała zakończyć swój żywot.

k ) Szkoła w Siedliskach.

W Księdze Wizytacji Radziwiłłowskich pod rokiem 1595 zaznaczono, że w Siedliskach „Schola de novo erigebatur” tzn. „szkołę od nowa erygowano”. Adnotację tę można rozumieć albo w sensie początku szkoły, albo wznowienia założonej już wcześniej (może w akcie erekcji parafii 1373). Obowiązywało bowiem rozporządzenie synodu w Łęczycy (1245), aby proboszczowie zakładali szkoły i nie dopuszczali na nauczycieli nikogo, kto by na język polski nie umiał tłumaczyć autorów.

Organizacja w tej szkole musiała być podobną do innych szkół parafialnych, w których uczono czytać, pisać, rachować, religii i śpiewu kościelnego. Uczył w niej prawdopodobnie miejscowy proboszcz, jego zastępca i organista. Później świeccy ludzie, zależni jednak od proboszcza i nawet opłacani przez niego.

O losach tej szkoły w następnych wiekach milczą źródła. To pewne, że charakter kościelny utrzymał się aż do roku 1868, kiedy to na mocy” „Ustaw Majowych”, wrogich Kościołowi, przekazana została w ręce państwa. W r. 1868 wprowadzono przymus szkolny i naukę języka niemieckiego dla celów germanizacyjnych.

Przy samym końcu XIX w. powstaje na terenie parafii szkoła w Gródnej – na granicy Dolnej i Górnej, przeniesiona po tym do Gródnej Górnej, do własnego budynku murowanego.

Następnie w krótkich odstępach czasu jawią się szkoły: w Kamienicy Górnej drewniana, w Gorzejowej, Smarżowej, Głobikówce murowane i mała drewniana w Bączałce.

Nauka religii w szkołach była obowiązkowa do roku 1945. W r.1960 usunięto naukę religii z budynków szkolnych. Z trudem musiało się organizować tzw. „punkty katechetyczne” po domach prywatnych nie bez różnych szykan. Ale nauka religii w tych nowych warunkach idzie.

Spośród nauczycielstwa tutejszej parafii najbardziej zasłużył się dla kościoła Władysław Gawroński – kierownik szkoły najpierw w Kamienicy Górnej, następnie w Siedliskach, przez długie lata „nestor nauczycielstwa tutejszego” – dożył 92 lat.

Czynnie pomagał przy budowie nowego kościoła. Pełnił funkcje sekretarza Komitetu Kościelnego, następnie Rady Parafialnej. Otrzymał nominację na Prezesa Akcji Katolickiej, po tym Caritasu.

Obecnie wszystkie szkoły podstawowe podniesione do rangi 8 – klasowych z ustawowym obowiązkiem ukończenia 8 – ej klasy. Trudna praca nauczycieli.


   

MSZE ŚWIĘTE  

PONIEDZIAŁEK

0630

 

WTOREK

0630

 

ŚRODA

0630   1800

 

CZWARTEK

0630

 

PIĄTEK

0630 1800

 

SOBOTA

0630

 

NIEDZIELA

0700   0930   1100   1515

Głobikówka

0815

   

LITURGIA NA DZIŚ  

   

IMIENINY  

Wczoraj: Filipiny Eustachego
Dzisiaj: Jonasza Mateusza
Jutro: Tomasza Maurycego
Pojutrze: Boguslawa Tekli
   

STATYSTYKI  

1048194
Dzisiaj
Wczoraj
Ten tydzień
Ostatni tydzień
Ten miesiąc
Ostatni miesiąc
Od zawsze
199
413
2512
5258
14449
25627
1048194
Twoje IP: 54.224.49.217
Czas serwera: 2017-09-21 10:18:06